niedziela, 1 listopada 2015

Rodzinny weekend po trudnym tygodniu

To mój pierwszy od bardzo dawna spokojny weekend. Nie twierdzę, że poprzednie były złe. Po prostu, tym razem czuję, że naprawdę odpoczęłam, choć znów byłam w wielu miejscach. Tydzień był trudny, bo od poniedziałku trzeba było stanąć na nogi po chorobowym domowym wypoczynku. Zaczęły się lekcje, zajęcia, nauka. Wszystko, koniec końców, ostatecznie zostało domknięte. Udało się zrealizować wszystkie lekcje z dzieciakami, pójść na wszystkie zajęcia, a przede wszystkim- oddać pierwsze części pracy licencjackiej.

Nie wspominałam jeszcze nic na temat mojej pracy dyplomowej. Temat już wybrany, choć nie ukrywam- wybór nie był prosty. Plan i bibliografia niby gotowe, choć jeszcze mogą ulec zmianie. Piszę o przysłowiach związanych ze słówkiem 'travel'. Tak się wyklarowało, że dziedziną, poza metodyką, która bardzo na tych studiach przypadła mi do gustu, jest językoznawstwo. Nie wiedziałam, że pochodzenie, rozwój wyrazów, zmiany semantyczne mogą być takie ciekawe.

O pracy- tyle. Co do weekendu, wczoraj postanowiliśmy z rodzicami odwiedzić groby w Łańcucie, przy okazji zabrałam mamę i tatę na spacer po parku zamkowym, a co! Potem obiad, deser i każdy zajął się w domu swoimi sprawami, było naprawdę fajnie. Dziś, jak co roku, mieliśmy do odwiedzenia wiele cmentarzy, grobów naszych dziadków, pradziadków, ciotek, wujków i kuzynów. Wstaliśmy więc wcześnie i byliśmy w trasie od godziny dziesiątej. Nawet lubię ten dzień, warto pamiętać o tych, których już z nami nie ma, teraz dostrzegam, jakie to ważne, żeby przekazywać tę tradycję kolejnym pokoleniom, ale tak chyba jest, że z wiekiem docenia się bardziej, wszystko;). A na deser zdjęcie z Mamą Bogusią, z Łańcuta.

poniedziałek, 19 października 2015

Cud miód weekend, czyli o tym, jak nie nudziliśmy się w czasie deszczu

Miód z ubiegłym weekendem, owszem, ma wiele wspólnego, ponieważ dodaję go teraz do każdej herbaty, podobnie jak imbir i cytrynę. A wszystko dlatego, że i mnie- przeziębienie rozłożyło na łopatki. Miałam bardzo senną sobotę i choć, jak co weekend, przemieszczaliśmy się międzymiastowo (Rzeszów-Kraków-Libiąż), myślałam tylko o transferze z łóżka do łóżka, w niedzielę do południa było jeszcze jako-tako, za to wieczorem nie mogłam przemówić już ani słowa. To znacznie zakłóciło moją komunikację z pasażerami z BlaBlaCar-u, ale byli bardzo wyrozumiali.

Po krótce, relacja z weekendu zdana. Teraz należałoby wspomnieć, jakie były początkowe zamierzenia na weekend, a co zdołaliśmy z Kamilem zrealizować. Od jakichś dwóch tygodni, a intensywniej- od paru dni, myśleliśmy o wypadzie w Tatry, przeglądaliśmy strony, kamerki, mapy. Jeszcze dzień przed wyjazdem prognoza była mocno niepewna, więc zdecydowaliśmy się na jakiś krótszy dystans z powrotem do domu.

Najbardziej ze wszystkich opcji odpowiadał nam Ojców, więc zebraliśmy się w południe i ruszyliśmy Skodzillą na północ(?) od Krakowa. Droga krótka, widoki piękne, klimat iście jesienny, pogoda niestety paskudna, jak tylko wysiedliśmy z auta i zaczęliśmy iść, spadł deszcz. Początkowo kropiło, ale wkrótce rozpadało się na dobre. Moja kurtka z alpinusa, bogata w wiek i doświadczenie, zaczęła przemakać. Musiałam się poratować pelerynką z kiosku za 9 zł(wciąż nie wiem, czy to mało czy dużo). Koniec końców, przeszliśmy jakieś 5 km i wróciliśmy do auta. Potem szybki obiad w ikei i spać. Potem do Libiąża. I znów spać. Ciągle chciało mi się spać.

Jak na rozchorowaną miałam dzisiaj całkiem sporo zajęć. Korepetycje oczywiście odwołałam, coby nie pozarażać dzieci, no i szybciej wyzdrowieć. Zaczęłam od wprowadzenia zmian na moim blogu. Od dziś dzięki kartom u góry, można obserwować moje konta na Instagramie i Youtube'ie- zapraszam. Poza tym, zmontowałam króciutki filmik z Ojcowa. A potem zabrałam się za pisanie planu mojej pracy licencjackiej, co poszło dość sprawnie, myślę, że gorzej będzie z bibliografią, ale obie te części są w przygotowaniu- mam nadzieję zdążyć na czas, w końcu mam jeszcze dwa tygodnie.

Oczywiście, w międzyczasie byłam u lekarza i zaczęłam bardzo intensywną miodowo-herbaciano-czosnkową terapię, włączając w to tzw. złote mleko z przepisu Pani Teresy. Dziecinnie proste: szklanka mleka+1/3 łyżeczki kurkumy- całość gotować na wolnym ogniu kilka minut, a potem przelać przez sitko i GOTOWE! Podnosi odporność i skutecznie zwalcza wszelkie kaszle, katary itp. Polecam moje domowe sposoby i życzę Wszystkim Rozchorowanym szybkiego powrotu do zdrowia!




czwartek, 15 października 2015

15 minut języka dziennie, czyli jak znaleźć czas na naukę, gdy nie ma się czasu

Każdy ma coś, czego chciałby się nauczyć, albo jakąś pasję, którą chciałby rozwijać, ale zwykle brakuje na to czasu. Czy na pewno tak jest? Postanowiłam przeprowadzić eksperyment na sobie i muszę przyznać, że wyniki są bardzo optymistyczne.

Otóż, moją pasją już od dawna są języki obce, ich nauka, nauczanie, jak nauczać, uczenie się nowych języków i nieco więcej o samych językach, czyli lingwistyka. Od dawna znam języków obcych dwa- angielski i hiszpański. O ile pierwszym władam biegle, poziom drugiego oceniłabym na średnio-zaawansowany, ale oczywiście 'dogadam się'. Ale każdy, kto zaczął się uczyć innego języka poza angielskim, zwyczajnie się wciąga, dostrzega podobieństwa między językami i chce nauczyć się kolejnych języków.

Nie inaczej jest w moim wypadku, uczyłam się chwilę francuskiego, potem rosyjskiego, potem włoskiego. Nie powiodło się, zawsze poprzestawałam na poziomie bardzo podstawowym. Dlaczego? Bo tłumaczyłam sobie, że nie mam czasu. I teraz- uwaga! W nauce języków najważniejsze jest co? SYSTEMATYCZNOŚĆ. Możesz się uczyć i 15-20 minut dziennie, nie godzinę, nie dwie, ale już 15 minut naprawdę wystarczy, byleby robić to faktycznie przynajmniej 3-4 razy w tygodniu. Wykorzystajmy pożytecznie 15 minut odpoczynku po obiedzie, rano przed wyjściem z domu, albo wieczorem, bezstresowo po pracy czy uczelni.

Od czego zacząć? Jest mnóstwo stron, internet jest cudowny, jeśli chodzi o dostępność portali do nauki języka. Ja od około tygodnia uczę się portugalskiego, korzystając tylko z Duolingo - polecam!
Można sobie ustalić tzw. daily goal, czyli ile dziennie chcemy robić, wystarczy się zarejestrować i zaczynamy się uczyć. Nic prostszego. Nawiasem mówiąc, nauka języków na tej stronce opiera się na nauce frazami- całymi sformułowaniami, słówkami użytymi w zdaniach. Moim zdaniem skuteczne. Co do programów do nauki języka, ja sama regularnie i solidnie uczyłam się tylko z serii 'Profesor'. Z angielskiego był to Profesor Henry, z hiszpańskiego Pedro. Ale dostępność jest duża- jest jeszcze bodajże język francuski, włoski, rosyjski. Więcej o Profesorach znajdziecie na stronce: http://www.jezykiobce.pl/profesor_henry.php .

Tak więc Moi Drodzy, jeśli jeszcze macie jakieś wątpliwości, czy poszerzyć swoje cv o kolejny ciekawy język, albo po prostu dla przyjemności nauczyć się paru zwrotów w języku, który zawsze chcieliście poznać, nie wahajcie się- zawsze warto. A czas naprawdę znajdzie nawet ten najbardziej zapracowany.

czwartek, 8 października 2015

Jak koniec września przyniósł dobre wiadomości i co nowego wprowadziłam do swoich lekcji

Dawno mnie tu nie było. To nic, zamierzam się spiąć i jednak w miarę regularnie podrzucać Wam coś nowego do poczytania. Wakacje już za mną, niestety, praktyki (na szczęście) też. Nie, nie dlatego, że nie lubię uczyć dzieci, uwielbiam to, ale w tym roku po prostu powtarzałam to samo, co w ubiegłym. Jedyne, co się zmieniło, to moje metody pracy i umiejętność panowania nad rozwrzeszczaną grupą dziewięciolatków. Tak, zdecydowanie mam obecnie dużo większe doświadczenie w pracy z dzieciakami i więcej sposobów na utrzymanie dyscypliny i zainteresowanie tematem.

Co do dyscypliny, w miesięczniku The Teacher pojawił się we wrześniu całkiem niezły artykuł na temat panowania nad dyscypliną oraz nt. tego, jak w łatwy sposób wprowadzić dziecku czasy z zaakcentowaniem różnicy przy osobie 3ciej liczby pojedynczej. I tak, autor artykułu proponuje osoby he/it/she (w takiej właśnie kolejności) przedstawiać dzieciom jako 'chytrych', wszak, tak fonetycznie uproszczając. po polsku przeczytamy he-it-she(chytrzy). No i już wiadomo, że 's' po czasowniku biorą chytrzy, że chytrzy to nie 'have', tylko 'has' i tak dalej...

Oprócz tego, że trochę się zaczytałam w Teacherze (zupełnie z doskoku), jako kolejne w kolejce czeka 'Storytelling with children' Adrew Wright'a- świetna pozycja o wprowadzaniu głośnego czytania przez nauczyciela podczas lekcji albo zajęć pozalekcyjnych. Bingo! W tym roku sama zaczęłam czytać dzieciom po 10-15 minut w trakcie moich zajęć z nimi i już widzę efekty. Nie dość, że dzieci coraz częściej wyłapują nieco bardziej wyszukane słownictwo (nawet siedmiolatki), to są skoncentrowane i skupione na zajęciach. Poza tym, co mam do czytania i z czego korzystam w czasie zajęć, dziś do mojej kolekcji dołączyły dwie kolejne książeczki: 'Guliver's Travels' Jonathan'a Swift'a z serii czytamy w oryginale wielkie powieści, wyd. 44.pl oraz 'Angielski w zadaniach dla przedszkolaka' Mr Twister prezentuje, wyd. EDGARD.  O ile pierwszą jestem podekscytowana, tak co do Mr'a Twister'a mam mieszane uczucia, w tych zadaniach pojawia się pisanie i czytanie wymagające pomocy nauczyciela, więc nie wiem, czy 5-ciolatek będzie w stanie je zrozumieć i rozwiązać, ale na pewno sprawdzę to wkrótce na zajęciach.

Jeśli chodzi o mój czas wolny, we wrześniu zapomniałam, że coś takiego istnieje. Dlatego też tak długo nie pojawiał się post na blogu. Koniec września przyniósł jednak bardzo pozytywne wiadomości i od początku października czas płynie mi w nieco mniej szaleńczym tempie. Jak już wspomniałam, zakończyłam praktyki w podstawówce, mój chłopak obronił tytuł magistra inżyniera (jestem bardzo dumna!), no a oprócz tego skończyłam 22 lata. Kameralnie, jak w tytule postu, ale bardzo przyjemnie. Nie mieliśmy z Kamilem niestety czasu, żeby zorganizować imprezę, poszliśmy za to na pyszne burgery, a w ubiegłą niedzielę pojechaliśmy do Energylandii. Bawiliśmy się tam o wieele lepiej niż niejeden dziesięciolatek, wyszliśmy zaraz przed zamknięciem. Dostałam też prezenty, które bardzo mi się podobają- przepiśnik(taki jak chciałam, tylko zawsze było mi szkoda na niego pieniędzy), książkę o optymiźmie (badania nad pesymizmem i bezradnością, jako głównymi przyczynami depresji) i 50 zł :d.

Poniżej zdjęcia z Energylandii (jedno z Szymciem) i foty prezentów oraz nowozakupionych książeczek dla dzieci.





poniedziałek, 21 września 2015

Jak spać, aby się wyspać plus kilka słów o 'Wychowaniu przez czytanie'

Po raz pierwszy piszę po ponad tygodniowej przerwie. No cóż, miałam bardzo dużo pracy i wszystko nagle zrobiło się 'równie ważne'. Nie było mnie w domu po 9-10 godzin dziennie, ciągle jeździłam, goniłam, uczyłam, pracowałam. Było przy tym sporo pośpiechu, stresu, no i zmęczenia. Zaczęłam być przemęczona, znów nie słyszałam budzika, śniło mi się, że po raz kolejny zaspałam na korepetycje, nie zawsze miałam czas na śniadanie, a całymi wieczorami nadrabiałam zaległości serialowe, wylegując się w salonie przed telewizorem. Gdy wychodziłam do swojego pokoju, odpalałam kompa, przeglądałam jeszcze allegro, fejsbuka, szukałam materiałów na korki, potem jeszcze ostatkiem sił czytałam 'Stardust' ze słownikiem- w telefonie- pod ręką. Gdy w sobotę, po powrocie z fotobudki, zachciało mi się płakać na widok obdartego przez zmywarkę kubka, postanowiłam coś z tym zrobić.

Wcale nie zrezygnowałam z zajęć w szkole, ani z korków. Po prostu zaczęłam rozsądniej odpoczywać, zdrowiej się odżywiać, bardzo mało czasu spędzać przy komputerze i, jak dotąd, efekty widać, naprawdę. Wszak, zdrowe jedzenie i dbanie o kulturę fizyczną, to podstawy zdrowego trybu życia, co? Teraz, gdy przychodzę do domu wieczorem, nie siadam przed komputerem, ale zakładam ciepłą bluzę, adidasy i idę się przejechać na rowerze lub pobiegać. Wczoraj ostatecznie udało mi się zasnąć bez komputera. Czytałam do poduchy 'Stardust', ale tym razem w pogotowiu był słownik papierowy. Wyobraźcie sobie, że obudziłam się pół godziny przed budzikiem, wyspana, zregenerowana. Jednak coś w tym jest.

Jeśli zatem, wieczorem nie możecie spać, odłóżcie na godzinę-dwie przed snem laptopy i smartfony, poruszajcie się trochę na świeżym powietrzu, a do poduchy, zamiast ślęczenia nad raportami/wiadomościami/allegro, polecam ulubioną książkę/gazetę i wyspanie się macie jak w banku. Za dobre rady i namówienie mnie do zmiany złych nawyków przed snem, dziękuję mojemu ukochanemu chłopakowi Kamilowi.:P

'Wychowanie przez czytanie', o dobrej książce słów kilka

Wspominałam w kilku poprzednich wpisach, że jestem zaczytana w doskonałej pozycji pedagogicznej, która nie tylko uczy, naprowadza, ale i motywuje. Swoją opinię, co do książki Ireny Koźmińskiej, podtrzymuję i pod wszystkimi poradami, tezami, podpisuję się. Zdecydowanie, jestem zwolenniczką wychowania z ograniczonym dostępem do smartfona, telewizji, czy internetu. Nic nie wprowadza tyle dobrych wartości u dziecka, co czytanie, przede wszystkim- czytanie mu na głos. Co do roli wyżej wymienionych dobrodziejstw technologicznych, one są dobre i użyteczne, sami wiemy, że nie pozbędziemy się ich zupełnie, bo one czasami naprawdę pomagają w wychowaniu, nauce, albo są źródłem dobrej, radosnej zabawy dla naszych dzieci. Jednak, jak apeluje pani Irena, nie wszystkie bajki są bajkami dla dzieci i nie wszystkie gry niosą ze sobą dobrą zabawę- często przemoc, agresję i cały wachlarz negatywnych emocji.

Możecie sobie myśleć, że nie mam prawa się na ten temat wypowiadać, bo skąd wiem, bo nie mam jeszcze własnych dzieci. Może i nie mam, ale wierzcie mi, spędzam z nimi 3/4 swojego życia, i 4/4 życia zawodowego. Wiem albo dowiaduję się, jakie metody na nie działają, jak je motywować, co może je zniechęcić. Od tego roku, po lekturze 'Wychowania..' zaczęłam każdemu z moich korkowych dzieci, czytać bajkę lub jakąś historyjkę w trakcie zajęć. Nie dość, że bardzo im się podoba, to stały się spokojniejsze, potrafią skupić więcej uwagi na zadaniach i czekają, naprawdę czekają na kolejną dawkę historii/baśni.

Zaczynając przygodę z głośnym czytaniem, zwróćmy jednak uwagę, że każda lektura nadaje się dla odpowiednio 'dojrzałego' odbiorcy. I o ile 'Plastuś' spodoba się sześciolatkowi, to dziesięciolatek 'Pana Tadeusza' może nie zrozumieć. Przed rozpoczęciem głośnego czytania swoim dzieciom, skonsultujcie swoje typy czytelnicze z tą stronką:

http://www.calapolskaczytadzieciom.pl/zlota-lista

Miłego odbioru i dobrego dnia życzę! optymisia;)

czwartek, 10 września 2015

Jak człowiek się uczy, a jak odpoczywa, czyli dlaczego nie wiemy wszystkiego i moje nowe postanowienie

Ostatnio czytałam artykuł na temat wieku, który jest zaporą dla przyswajania wiedzy. Okazuje się, że mózg sześćdziesięciolatka trenowany i stymulowany przez całe życie może działać sprawniej, niż mózg ośmiolatka spędzającego lwią część swojego życia przed telewizorem i na smartfonie. Taki wiek zatem nie istnieje. Hura!

Inna sprawa jest taka, że aby ten mózg działał tak, jak powinien, musi być poddawany bodźcom, często, lecz nie stale. 
Przypomnijmy sobie, jak to było podczas powrotu do szkoły we wrześniu, kiedy po długim odpoczynku trzeba było coś szybko policzyć albo mówić płynnie po angielsku. Pod warunkiem, że wakacji nie spędziliśmy w książkach lub w Londynie, przychodziło nam to z trudem. Byliśmy natomiast wypoczęci i jakoś w te coraz trudniejsze etapy edukacji dawaliśmy radę się wdrożyć. Oczywista oczywistość- poza stymulacją, mózg wymaga regeneracji. I to jest baaardzo ważne. 

Nie możemy działać na okrągło, bo w pewnym momencie będziemy mieć po prostu dość i nie tylko mózg, ale również nasze ciało zaczną się buntować. Jeśli jesteśmy pracusiami i mamy bardzo dużo zajęć, wydaje się, że nie ma czasu wytchnienia. Otóż, musi być. Postarajmy się w ciągu dnia znaleźć kilkuminutowe chwile, w których będziemy się szybko regenerować. Sposobów jest mnóstwo, ja znam i polecam kilka z nich:
1. Przez 3-5 minut patrz w jeden punkt nie myśląc o niczym. Pomaga zwalczyć gonitwę myśli i uwolni nas od ciągłego myślenia o tym, co dziś jeszcze trzeba zrobić- chociaż na te 3 minuty, warto.
2. Celebruj picie herbaty. Wstań 5 minut wcześniej, albo znajdź je w ciągu dnia i usiądź po prostu, zrób coś prostego, co lubisz i ciesz się tym, poświęcając temu całą swoją uwagę.
3. Nie zrywaj się rano z łóżka(łatwo powiedzieć). Zamiast ustawiać kolejną drzemkę, przetrzyj oczy, przeciągnij się i poleż jeszcze 5 minut w łóżku, zanim zaczniesz kolejny zabiegany dzień.

Mam wrażenie, że są to rady ode mnie dla mnie, sama często zapominam o tym, jak ważny jest odpoczynek, biorąc na siebie dużo obowiązków. Niestety, lepiej już raczej nie będzie, jestem po prostu takim typem osoby, której się nudzi, gdy nie podejmuje działania, ale przez ostatnie trzy lata poczyniłam postępy, nauczyłam się odpoczywać i jestem znacznie szczęśliwsza, zrobiłam więcej niż wcześniej i wiem znacznie więcej. 

Wciąż jednak nie wiem wszystkiego, co niekiedy mnie frustruje;p. Stąd mój nowy pomysł dot. nauki nowych słówek z angielskiego. Ponieważ uczę i chciałabym to robić na większą skalę również w przyszłości, pewne rzeczy znać/wiedzieć po prostu wypada. Okazuje się, że diabeł, jak to bywa, tkwi w szczegółach, i czasem sama siebie zaskakuję swoimi brakami. Z taką sytuacją miałam do czynienia rok temu, podczas moich pierwszych praktyk w szkole, gdy piątoklasiści uświadomili mi, że papużka falista po angielsku to budgie, a także wczoraj, podczas spotkania Language Exchange Meeting, gdzie zdałam sobie sprawę, jaka jestem mało dociekliwa i czego nie uczę się z własnej ciekawości. 

Samochód, jaki jest każdy widzi. I to, że po angielsku nazywa się car- wiadomo. Ale jak jest pedał gazu, schowek, lusterko wsteczne- to już rzeczy mniej oczywiste, a przecież w samochodzie też mają swoje miejsce i są równie ważne jak np. szprychy, czy kierownica w rowerze, a jednak podczas nauki je sobie odpuszczamy. Nie mogłam tego przeżyć i postanowiłam wziąć się do roboty. Myślę, że dobrym sposobem na naukę takich słówek jest obserwowanie rzeczy, których używamy na co dzień i próba opowiedzenia sobie o nich w myślach. Zwracając na to uwagę, będzie łatwiej je skojarzyć i zapamiętać. Na przykład, jadąc wspomnianym wyżej samochodem warto (oczywiście nie podczas samej jazdy, tylko przed odpaleniem) zastanowić się, jak będzie skrzynia biegów, wycieraczka, czy kierownica, których przecież wciąż używamy. To samo w kuchni, rozglądnijmy się czasem, ogarniając ją bardziej szczegółowo, pomyśleć, jak będzie okap, kran, czy zmywarka. Ja tę metodę zacznę stosować od zaraz, a Wy co o tym myślicie? Jakie są Wasze sposoby na naukę nowych nieoczywistych słówek?

Pod spodem zdjęcie samochodu z biedronkowego słownika obrazkowego i foty flag krajów Europy, których używam podczas moich zajęć z trzecioklasistami. :) Dobranoc!



sobota, 5 września 2015

Przesilenie wrześniowe, czyli jak to się zaczyna rok szkolny

Nowy rok szkolny zaczyna się z ogroomnym zapałem po fantastycznych wakacjach, częściowo przepracowanych, a częściowo wypoczynkowych. Wbrew moim wątpliwościom i obawom, tym razem udało mi się nie przepracować, co więcej, po tych wakacjach czuję się nawet wypoczęta i mam ochotę wracać do codziennych obowiązków- praktyk i korepetycji, a za niecały miesiąc- do nauki i pisania pracy licencjackiej. Do tych dwóch ostatnich jakoś mi się nie pali, choć cieszę się, że (jeśli wszystko się powiedzie) nareszcie skończę ten etap studiów. Jednocześnie, nigdy wcześniej, tak jak teraz, nie doceniałam tego okresu w życiu. Studia to dla mnie przede wszystkim duża swoboda, właściwie na każdej płaszczyźnie życia- czasu jest dużo, zajęcia zaczynają się o różnych porach, piątki są często wolne. Jeśli się trochę bardziej zainteresować możliwościami, jakie dają nam studia, to okazuje się, że jest naprawdę fajnie, Mam szczególnie na myśli działalność uczelnianą, wolontariaty- na które jeszcze jest czas, programy mobilności studenckiej (MOST/ERASMUS) praktyki zagraniczne. Nic, tylko zacząć z tego korzystać.

Tak czy siak, najpierw trzeba zacząć rok szkolny, jako przyszłego nauczyciela już zaczęło mnie to dotyczyć. W końcu, już po raz drugi zaczęłam praktyki w podstawówce, na razie hospituję, ale od czwartku zaczynam uczyć. Nie mogę się doczekać. Szkoda tylko, że będę późno kończyć i zaraz po szkole będę biegać na korki, ale to tylko miesiąc, mam nadzieję, że plan na rok akademicki będzie w miarę rozsądny i uda się wszystko pogodzić.

Póki co, każdy wolny czas przeznaczam na przygotowanie się do uczenia. Od niedawna zaczynam zwracać uwagę na anglojęzyczne pomoce naukowe w sklepach, czy księgarniach. Moim ulubionym sklepem na tego typu zakupy stała się Biedronka. Może Was to zaskoczy, ale co jakiś czas znajdziecie tam naprawdę ciekawe i pomysłowe pozycje dla dzieci, czy z angielskiego, czy inne książeczki edukacyjne, gry, karty itp. A ceny kształtują się przeważnie w przedziale 7-20 złotych. Warto!

Co do końcówki wakacji, spędziłam je w kuchni, robiąc przetwory z pomidorów, czyli sosy słodko-kwaśne, keczupy, przeciery i suszone pomidory. Przy okazji towarzyszących temu upałów wpadłam na pomysł zrobienia herbaty mrożonej. Przepis bardzo prosty, a taki napój to superpomysł na orzeźwienie w gorące dni. Wystarczy zaparzyć 200 ml zwykłej czarnej herbaty, posłodzić miodem, dolać około 750 ml wody mineralnej, wcisnąć połówkę cytryny, drugą połówkę pokroić w plasterki, dodać jeszcze kilka listków mięty i garść malin, i gotowe!

Wrzucam kilka zdjęć z tego tygodnia.