Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzieci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzieci. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 marca 2017

Nowości w mojej biblioteczce dla najmłodszych, czyli zakupy w tk maxxie

Wiem, że miało być o łatwych do wykonania pomocach naukowych, ale ponieważ ostatnio przeprowadzamy Kamila do Kołobrzegu, zwyczajnie się nie wyrobiłam, część moich pomocy jest w domu, część w szkole, a że do obu tych miejsc wpadam równie szybko jak z nich wypadam - nie ogarnęłam jeszcze spójnego planu na zdjęcia i pomysłu na wpis. Do rzeczy! 

Muszę się pochwalić nowymi książeczkami, które kupiłam dziś w tk maxxie, przy okazji zakupu butów dla Kamila. Od jakiegoś czasu nie omijam półek, na których w tym sklepie stoją anglojęzyczne książeczki. Powód jest prosty - są to oryginalne materiały na zajęcia, a dodatkowo- wcale nie drogie! Zobaczcie sami:

1. Big and Small - książeczka, w której w ciekawy sposób przedstawiono podstawowe przeciwieństwa na przykładzie zwierzątek. Cena: 16 zł. Oto i ona: 







2. 6 First Word Books for Girls - 6 ślicznych książeczek, a na dodatek solidnych i o bardzo grubych kartkach, w których dzieciaki mogą zobaczyć podstawowe słówka z najbliższych im kategorii. Tę książeczkę akurat kupiłam na prezent, choć gdyby były dwie, jedną podarowałabym sama sobie; ). Cena: 19 zł. Zobaczcie:




środa, 15 lutego 2017

Fajne i tanie repetytorium do gramatyki, z biedronki...


...a dokładniej repetytorium, w którym niezwykle dokładnie są opisane wszystkie czasy języka angielskiego, a także ich użycie w różnych konstrukcjach gramatycznych. Książkę tą zakupiłam w Biedronce za 9,99zł!! Repetytorium wydał EDGARD, któremu jakoś ufam, miałam z tego wydawnictwa już książki i do angielskiego, i do hiszpańskiego, każdorazowo się sprawdziły. Jeszcze do końca tygodnia Biedronka wyprzedaje dużo przecenionych ciekawych pozycji, także tych powiązanych z angielskim, warto się wybrać!

Dlaczego uważam, że to repetytorium jest dobre?
- każdy czas jest opisany osobno, niezwykle dokładnie; do każdego rozdziału jest bardzo dużo ćwiczeń - to po pierwsze;
- po drugie, może służyć zarówno mocnemu szóstoklasiście, jak i bardzo przeciętnemu licealiście- do powtórki przed maturą;
- po trzecie, uważam, że poznanie gramatyki jest niezbędne do komunikatywnego porozumiewania się w obcym języku, choć wiele razy słyszałam od rodziców moich uczniów, cytuję 'gramatyki nie musi znać, ważne, żeby się potrafił dogadać'; a ja się będę upierać, że gramatykę znać warto, żeby nasza komunikacja była płynna, łatwa i przyjemna;
- po czwarte, uczenie się gramatyki kojarzy mi się trochę z nauką schematów obliczeń z matmy, a umysł się przy tym gimnastykuje, co wychodzi mu na dobre ;).

Przechodząc do zawartości repetytorium, jak już wspomniałam każdy kolejny rozdział jest poświęcony innemu czasowi języka angielskiego. Co bardzo mi się spodobało, to fakt, że czasy są zauważane w różnych konstrukcjach gramatycznych, a więc uczeń nie musi przerabiać osobno past simple, II conditional, czy dajmy na to passive voice, bo wszystkie te zagadnienia są zebrane w jednym dziale. Na samym końcu książki jest powtórka dotycząca czasów: przyszłych, przeszłych i teraźniejszych; klucz odpowiedzi i dwa testy podsumowujące.

środa, 25 stycznia 2017

Nowe wyzwania w nadchodzącym semestrze, czyli o poszukiwaniu podcastów i historyjek

(http://www.storynory.com/2016/09/15/fox-and-the-crow/)

Cześć! Dziś będzie znowu językowo, ale tym razem bardziej metodycznie niż językoznawczo. Otóż, uczenie jest ciekawe, o ile się ma motywację. A żeby ją mieć, to trzeba się rozwijać, więc postanowiłam stawić czoła wyzwaniu, tworząc poniekąd swój autorski plan nauki dla jednego z moich uczniów na ten rok. A pomogła mi w tym mama ucznia, która zapytała, czy nie byłoby warto codziennie czegoś słuchać, a może jakieś radio/podcast, a może kanał na youtube'ie. Ha! O ile dorosłemu łatwo jest znaleźć ulubiony kanał na youtube'ie dedykowany konkretnym zainteresowaniom, o tyle coś dla dzieci odszukać trudno. Bo powinno być spójne, nagrane tempem dostosowanym do ucznia, bezbłędnym angielskim, a dodatkowo musi być to coś co wciąga, czyli najlepiej, żeby było historyjką. Szukałam, szukałam i znalazłam! Choć zeszło mi dość długo, bo najpierw bujałam się po stronkach typu learnenglishkids, które historyjki owszem mają, ale nie do końca takie, o jakie mi chodziło. Tym bardziej, że sam zainteresowany (czyt. uczeń) powiedział, że woli słuchać niż oglądać. No to mam! Na jakimś przypadkowo znalezionym forum kobieta polecała dwie stronki, jedna odpadła w przedbiegach - to historyjki-klasyki, ale nie ma do nich transkrypcji, druga - nagrania, historyjki, wierszyki czytane przez uzdolnioną aktorsko angielkę, a do tego treść zapisana tuż pod nagraniem! Rewelacja. No właśnie, tylko co dalej? Cała praca przede mną. Nagrania są, transkrypcje też, ale co, jeśli dziecko nie zrozumie wszystkiego podczas słuchania? A nie zrozumie na pewno. W takim razie, trzeba będzie wspomóc się ćwiczeniami, w których będą użyte słówka i struktury gramatyczne z danego nagrania. Wymyślanie takich ćwiczeń może być fajną przygodą, a stronkę sprawdźcie sami, ja się jaram!

(: check this out → http://www.storynory.com/

czwartek, 20 października 2016

It's been a while, czyli ledwie się wyrabiam w trybie fast

Leje jak z cebra, ociążale zbieram się na wf, raczej zdążę. Dzień mam ogólnie udany, bo wstałam o siódmej, choć nie przywykłam do tak wczesnych pobudek z własnej woli. Ale udało się, od rana zrobiłam sporo- przygotowałam korki, wycięłam kilka lekcji do Helen i zjadłam nawet śniadanie. No więc, wchodzę zadowolona do szatni i zaczyna się... rozmowa na temat podręcznika i legitymacji. Myślę sobie to wulgarne słowo na k. Na śmierć zapomniałam! Myśl o porannym wstaniu z łóżka i duma przepełniły mnie tak, że nie pamiętałam już o niczym więcej. Cała ja. Na szczęście nie byłam jedyna. Co więcej, gdy mój anioł stróż Paulinka na drugi dzień ubłagała panią w dziekanacie, by podbiła nam dwóm legitymacje i obiecała odebrać je za godzinę, znów o tym zapomniałyśmy. Dobrze, że udało nam się je jakoś odzyskać na drugi dzień, bo był to piątek i wieczorem jechałam autobusem do Krakowa, więc była mi potrzebna. Książek nie mamy w dalszym ciągu, więc tłumaczymy się jakoś, że zabrakło ich dla nas na kiermaszu. Cóż, jeszcze przechodzi, w końcu jest dopiero początek roku akademickiego.

I tak się prześlizguję przez różne 'sprawy' od początku miesiąca. Cóż, połączenie dziennego studiowania i pracy w szkole językowej dla małych dzieci, przygotowanie się do lekcji dla nich tak, żeby być z siebie zadowolonym, ogarnianie korków i lekarzy- wszak krtań odzywa się średnio raz w miesiącu, nie jest prostą sprawą. Ale udaje się, z niezłym rezultatem. Z pracy jestem bardzo zadowolona, z dzieciakami lubimy się z wzajemnością. Co prawda, uczenie trzy-, cztero-, pięcio- i sześciolatków pochłania ogromne ilości energii, ale jest najbardziej wdzięcznym zajęciem, jakiego się kiedykolwiek podejmowałam. Jest cudnie, gdy przez godzinę wygłupiasz się, śpiewasz, robisz durne miny, mówisz do dzieci po angielsku, choć część z nich może jeszcze niewiele rozumie, wychodzisz z sali i ledwo łapiesz oddech, ale dzieci są podekscytowane, bo na przykład jadły dziś marchewkę, albo ubierały kapelusz czarownicy.

Jeśli chodzi o życie poza uczelnią i pracą, niewiele czasu mi na to zostaje. Ale oczywiście dbam o to, by choć trochę zadbać o siebie i swoje relacje z innymi, choć na spotkania przy piwie mam tak mało czasu, jak jeszcze chyba nigdy. Z trudem udało mi się wczoraj wyskoczyć na integrację mojej grupy magisterskiej. Iii coś mi się wydaje, że był to jeden z tych wypadów, kiedy miałam iść na jedno piwo i faktycznie skończyło się na jednym. Tak, o 23 byłam w domu. Cóż, być może wkrótce nauczę się zaginać czasoprzestrzeń i mieć czas na wszystko, choć wątpię. Grunt, że znajduję kilka chwil na poczytanie do poduchy, a to mnie zawsze bardzo cieszyło i nadal cieszy. W związku z tym, wkrótce pojawi się na blogu recenzja nt. książki 'Żyć w rodzinie i przetrwać', ale nie jestem w stanie określić się kiedy.

W związku z zapracowaniem, przemęczeniem i notorycznym zapominalstwem, marzy mi się spa, albo chatka w bieszczadach, albo cały dzień w łóżku z książką. Mam nadzieję, że już niedługo odpocznę i życzę tego z całego serca wszystkim zmęczonym i zapracowanym. Do następnego!


wtorek, 8 marca 2016

Z czego zasłynęła Beatrix Potter, czyli o Dniu Kobiet na angielskim

Kolejny wpis z serii jak zaplanować lekcję angielskiego. Tym razem, co znajduje swoje uzasadnienie w kalendarzu, zapraszam Was do skorzystania z kilku miejsc w internecie, aby przygotować lekcję o Dniu Kobiet.
Pierwszym z nich jest niezawodny youtube. Znajdziecie tam wiele filmików o naszym święcie, jednak zaproponuję Wam ten, który mnie spodobał się najbardziej:


Uważam, że jest naprawdę fajny, bo bez napuszania się pokazuje siłę i niezależność współczesnej kobiety. To na początek lekcji.

Ponadto, można wybrać kilka historycznie ważnych nazwisk i opowiedzieć dziecku krótkie życiorysy wybranych kobiet, ja wybrałam kserówkę, na której trzeba dopasować życiorysy do takich osobistości jak: Gabriella Bonhuer 'Coco' Chanel, Beatrix Potter, Amelia Earhart i Benazir Bhutto. O zasługach dwóch ostatnich nie wiedziałam, więc napiszę po krótce, że: Amelia Earhart była pierwszą kobietą, która przeleciała samotnie jako pilot nad Atlantykiem w roku 1932 (jako druga samotna osoba na świecie), natomiast Benazir Bhutto to pakistańska polityk, a także premier Pakistanu w latach 1988–1990 oraz 1993-1996. Pierwsza kobieta, która została premierem kraju muzułmańskiego.

Ale to nie wszystko. Po opisaniu kilku działaczek, warto pokazać dziecku, że może przeczytać na ich temat więcej i samodzielnie na stronie Children Encyclopedia of Women.

Z mojej strony to już chyba wszystko na ten temat. Życzę więc wszystkim kobietom dużo siły, aby mogły realizować wyznaczone przez siebie cele, a przy tym wykonywać swoje obowiązki, których mają bardzo wiele.

środa, 2 marca 2016

The goat in the boat, czyli sposoby na naukę czytania po angielsku dla najmłodszych

W poszukiwania dobrych sposobów na naukę czytania moich uczniów przekopałam cały internet. No, może nie cały, ale na pewno sporą jego część. Coś znalazłam, ale nie do końca mi pasowało, więc dopracowałam po swojemu. 'Moje' dzieci miały ogromny problem z czytaniem. Jeszcze nie do końca im to wychodziło po polsku, a już musiały czytać po angielsku tekst, gdzie wszystkie literki brzmią inaczej, i bądź tu mądry- tłumacz siedmiolatkowi, że u to a, a c to k. Pomału, pomału nad tym pracujemy, wspomagając się wyszukanymi przeze mnie materiałami i metodami.

Na wstępie podaję stronkę, która służy do nauki czytania dzieci po angielsku, jest online, ale można na niej znaleźć również ćwiczenia do druku: http://www.kizphonics.com/. Jak sami zauważacie, stronka ma w tytule 'phonics', więc uczy wymowy poszczególnych głosek, inaczej- brzmienia liter. I oto nam chodzi. Przykładowe karty pracy:


Te karty pracy już znam, jakkolwiek uważam, że są za mało rozbudowane. Postanowiłam więc popracować z krótkimi czytankami dla dzieci ze strony www.turtlediary.com/kids-stories. Czy okaże się to strzałem w dziesiątkę zobaczę dziś po lekcji z trzecioklasistą. Myślę, że to sprytne połączenie, dla dziecka, które nienajlepiej radzi sobie z czytaniem, a jednocześnie lubi rysować. Kolorem zaznaczyłam słówka w których pojawia się dźwięk 'ou' (a właściwie ), a ponadto tekst nie zawiera ilustracji, więc uczeń sam je stworzy. Tzn. wersja online je posiada, ale na moim tablecie nie mogę odtworzyć tego tekstu, więc przygotowałam wersję papierową, do zilustrowania przez ucznia:


Wszystkie te sposoby na naukę czytania mają to do siebie, że choć mało efektowne, są bardzo efektywne. Ostatnio przynoszę dzieciom szachownicę ze słówkami, które się mieszają albo są trudne do przeczytania. Na początku czytam wszystkie słówka, potem losowo czytam po jednym, a uczeń ma wskazać palcem lub położyć pionek na słówku, które przeczytałam. Gdy dziecko osłucha się z poprawną wymową, możemy zamienić się rolami.




środa, 24 lutego 2016

Jak zmienić swoje myślenie i styl wyjaśniania, czyli o tym, że "Optymizmu można się nauczyć"

Drażnią Was parapsychologiczne podręczniki z absolutnie najlepszymi przepisami na lepsze życie? Rozumiem. Sama za takimi nie przepadałam, dopóki nie przeczytałam jednej z książek Beaty Pawlikowskiej, bodajże o podświadomości. Przeleżałam dwa dni na leżaku na tarasie i nie mogłam się oderwać. I choć dla rozrywki najchętniej zaczytuję się w kryminałach, rok później sięgnęłam po bestsellery Reginy Brett. Były świetne. Mimo że to frazesy, mimo że każdy wie, że lepiej być wesołym niż smutnym, lepiej się uśmiechać niż boczyć, to fajnie od czasu do czasu przypomnieć sobie, co jest ważne i potrzebne do szczęścia. Ot, takie proste poradniki.

We wrześniu natomiast dostałam prezent, którego absolutnie się nie spodziewałam. Kamil podarował mi poradnik, bez większej ideologii, po prostu pomyślał, że jako autorka bloga o podobnym tytule i podobnej tematyce, powinnam go przeczytać. I wiecie co? Rozwlekłam czytanie na kilka dobrych miesięcy. 'Optymizmu można się nauczyć' autorstwa Martina E. P. Seligmana to nie lada wyzwanie. Książka, której po prostu nie wolno przeczytać w dwa wieczory. To poradnik, który uczy jak ocenić poziom własnego optymizmu czy pesymizmu i podatność na depresje (różne rodzaje), uczy jak przekształcić swój styl wyjaśniania różnych zdarzeń i w końcu jak przekuć pesymizm w optymizm.



Brzmi banalnie, ale sam język książki jest specyficzny. Nie wciąga, nie porywa. Wszystko, co znajdziecie w "Optymizmu można się nauczyć" jest oparte na badaniach, bardziej i mniej ciekawych. Dowiecie się, jakie są mechanizmy optymistycznego i pesymistycznego wyjaśniania, jakie zawody wymagają optymistycznego podejścia, a które wymagają bardziej chłodnego pesymistycznego podejścia. Dużą zaletą książki jest staranny opis zaburzeń depresyjnych i ich przyczyn powiązanych z pogłębiającym się pesymizmem. Podoba mi się też dość oryginalne spojrzenie autora na samą istotę depresji, którą najlepiej oddaje cytat:

"Ale jaka wobec tego jest rola pesymizmu? Być może koryguje on zafałszowany przez optymizm obraz postrzeganej przez nas rzeczywistości? Myśl o tym, że ludzie znajdujący się w stanie depresji widzą rzeczywistość taką, jaka ona jest w istocie, natomiast pozostali wytwarzają dla swoich potrzeb jej zniekształcony obraz, jest bardzo deprymująca. Jako terapeucie, zaszczepiono mi przekonanie, że moim zadaniem jest pomagać chorym na depresję, by czuli się szczęśliwymi i postrzegali świat wyraźniej. Może jednak szczęście i prawda przeczą sobie wzajemnie? [...] Są poważne dowody na to, że ludzie w depresji, choć smutniejsi, są jednocześnie mądrzejsi."

wtorek, 2 lutego 2016

Mapy myśli, czyli jak skrócić krótkie notatki

Muszę się przyznać, że gdy się uczę, zapamiętuję informacje tylko wówczas, gdy je przepiszę. Mam tak już od podstawówki, jednak dopiero na studiach dowiedziałam się, dlaczego. Każdy z nas ma odpowiednie predyspozycje do uczenia się, jeden będzie słuchowcem, większość jest wzrokowcami, jeszcze inni kinestetykami(uczą się przez ruch). Co więcej, predyspozycje te mogą występować w różnych kombinacjach, ja na przykład jestem wzrokowco-kinestetykiem, bo zapamiętuję, gdy widzę notatki, które przed chwilą sama wykonałam w jakiś ładny albo twórczy sposób. Długo szukałam swojego sposobu na poradzenie sobie z koniecznością przepisywania podręczników, aż trafiłam na bardzo fajny kurs szybkiego czytania i rozwoju intelektu. Jedne z zajęć dotyczyły właśnie map myśli, czyli metody notowania przy użyciu krótkich haseł i rysunków. Jeśli chodzi o zasady tworzenia map myśli, jest ich niewiele i są proste. Najważniejsze to stworzyć mapę myśli najlepiej na czystej białej kartce, wielkości minimum A4, kartka powinna być położona poziomo. Ponadto, mapa myśli powinna się składać z pajączka głównego z wieloma odnogami, co będzie zrozumiałe po obejrzeniu zdjęć poniżej. Dodam też, że mapa myśli powinna być kolorowa! i dotyczyć jednego tematu. Im dalej od tułowiu pajączka, tym bardziej szczegółowe informacje. Zapraszam do obejrzenia kilku przykładowych map i polecam skorzystanie z tej metody!




piątek, 15 stycznia 2016

Dlaczego czasem nie wychodzi, mimo że bardzo chcemy? Notka o dzieciach z dysfunkcjami szkolnymi

Jest ich coraz więcej. W każdej szkole organizowane są zajęcia wyrównawcze na których mają przeprowadzane ćwiczenia dostosowane do ich trudności. Mowa oczywiście o uczniach z różnego rodzaju dysfunkcjami, utrudniającymi im naukę.

Nie jest łatwo uczyć, kiedy mimo ogromnego wysiłku włożonego w przygotowanie zajęć, dostrzegamy, że dziecko nadal nie robi postępów, bo nie kuma, nie skupia się, nie zapamiętuje. Szczególnie na zajęciach prywatnych, materiał MUSI być dostosowany bardzo indywidualnie. Nie chodzi tu o pobłażanie leniuchom, ale o pomoc tym, którym faktycznie z jakichś powodów nie idzie.

Zacznę od tego, że trudność trudności nierówna, bo wyróżniamy ich kilka. Językowców natomiast interesują głównie trzy: dysleksja, dysgrafia i dysortografia. Ale to nie wszystko, opinia z poradni stanowi często, że dziecko ma dwie z trzech trudności, a ich symptomy często się wykluczają. Co wtedy zrobić? Próbować. Docierać się z dzieckiem, przynosić niejednolite materiały, mieć oczy dookoła głowy.

Zdarzyło mi się przeczytać w opinii jednego dziecka, że ma problem z percepcją słuchową, natomiast u mnie na lekcjach świetnie radzi sobie z uzupełnianiem luk ze słuchu, z ćwiczeniami rozumienia ze słuchu. Ponadto, woli być odpytywany ustnie, niż pisemnie, mimo że nie ma dysleksji, a jego opinia stanowi iż lepiej czuje się w pracy z tekstem czytanym. Nie zawsze to, co zapisane trzeba uważać za niepodważalne. To bardzo indywidualne przypadki.

Pomijając to, że objawy towarzyszące trudnościom szkolnym są wielowymiarowe i niekiedy się wykluczają, często obserwujemy u takich dzieci brak koncentracji. Jak sobie z tym poradzić? O tym przeczytałam w jednym z artkułów na temat dysleksji. Wg autora, na początku zajęć należy przeprowadzić 'gimnastykę mózgu' synchronizującą współpracę półkul. To nic innego jak proste ruchy, opracowane przez doktora, który sam cierpiał na dysleksję,

 Ćwiczenia te przynoszą efekty w postaci poprawy koncentracji na zadaniach, poprawy koordynacji wzrokowo-ruchowej, poprawy różnych umiejętności szkolnych (wysławiania się, czytania, liczenia, zapamiętywania cyfr, pisania), zwiększania zdolności manualnych, uaktywniania lewej półkuli mózgu, synchronizacji współpracy obu półkul mózgowych. Ćwiczenia te usuwają zmęczenie, energetyzują, odprężają i relaksują. (http://www.dziecirosna.pl/szkola/pomoc_w_nauce/gimnastyka_mozgu.html)

Na początek polecam proste ruchy naprzemienne:
Ćwiczenie wykonujemy powoli, na przemian dotykając prawym łokciem lewego kolana, a następnie lewym łokciem prawego kolana. Powtarzamy 6-7 razy. Ćwiczenie to można modyfikować w najróżniejszy sposób (dotykanie lewej stopy prawą ręką, wyciąganie jednocześnie prostopadle do ciała lewej nogi i prawej ręki itp. ważne, żeby ruchy były naprzemienne!). 

Zachęcam do przeczytania artykułu, pomoże on w rozgrzewce przed lekcją. Sama natomiast chciałam się odnieść do pracy na lekcjach angielskiego z dziećmi dysfunkcyjnymi i zebrać tu kilka prostych zasad.


  • Po pierwsze, jeśli pisanie sprawia dziecku trudności i zwyczajnie tego nie znosi, bo trudno żeby lubiło, kiedy mu nie wychodzi nie z jego winy, odpytuj go ustnie, pisanie ogranicz do minimum.
  • Po drugie, osobiście lepiej pracuje mi się na materiałach angażujących wiele zmysłów, tj. trochę rozmawiamy, trochę słuchamy, ruszamy się i mówimy, rzadziej piszemy. 
  • Po trzecie, polecenia dla dzieci dysfunkcyjnych powinny być jasne i przejrzyste. Sama piszę je większą czcionką po polsku i przed rozpoczęciem ćwiczenia, czytam sama dziecku na głos. Do przygotowania ćwiczeń staram się używać obrazów, a poza tym wyraźnej prostej czcionki i kolorów. Im więcej się rusza, rzuca w oczy, tym więcej przyciąga uwagi, tym lepiej jest to zapamiętać. 
Pod spodem wrzucam foty niektórych ćwiczeń mojego autorstwa. Enjoy!




niedziela, 29 listopada 2015

dlaczego Kubuś Puchatek przynosi ulgę, czyli słów kilka o bajkoterapii

O tym, że książki czytać warto, wie każdy. O tym, że bajki są dla dzieci, też. Ale po co, jak, jakie bajki i kiedy czytać dzieciom okazuje się już kwestią bardziej skomplikowaną. No bo w czerwonym kapturku straszy wilk, Dżepetta połyka wieloryb, a baśnie bywają smutne...

Wybrałam się niedawno na bardzo ciekawe szkolenie, które dotyczyło bajkoterapii z elementami monodramy. Choć byłam tam jedynym chętnie chłonącym wiedzę uczestnikiem (okazało się, że nikt tam nie przyszedł z własnej woli, tylko panie zostały wydelegowane przez dyrektorów przedszkól), starałam się do samego końca mieć dobre nastawienie i brać udział we wszystkich ćwiczeniach, aby dowiedzieć się jak najwięcej. Udało się.

Zaczęłyśmy od pomysłów, skojarzeń z bajkoterapią, potem trenerka powiedziała kilka słów na temat znaczenia bajkoterapii, jej założeń, przeznaczenia. Dowiedziałam się, że bajek terapeutycznych nie należy wrzucać do 'jednego wora'. Otóż, wyróżniamy bajki:

1) relaksacyjne - nie wywołujące i nie przedstawiające skrajnych emocji, trudnych sytuacji, krótkie,       ciepłe, przyjemne
2) psychoEDUKACYJNE - których zadaniem jest kształtowanie różnych umiejętności u dziecka

a także

3) psychoTERAPEUTYCZNE - takie, których celem jest już leczenie psychiki poprzez bajki, muszą  być precyzyjnie dobrane do problemów małego człowieka, powinny przynosić poczucie ulgi,    wyzwalać w dziecku myśl 'ktoś już to przeżył i dał radę' i UWAGA! Tych bajek nie czytamy w grupie, jest to nieodpowiednie zarówno dla psychiki dziecka, które ma problem, jak również dla emocji dzieci, których obecny stan emocjonalny jest stabilny i dziecko nie ma konkretnych kłopotów emocjonalnych.

Rozmawiałyśmy również na temat przewagi jednych bajek nad innymi, i tak oto okazuje się, że wśród baśni na prowadzeniu są bracia Grimm, natomiast baśnie Andersena kompletnie się dla dzieci nie nadają, a już na pewno nie dla dzieci wrażliwych. Są ponure i smutne. Na nastrój tych utworów wpływa prawdopodobnie doświadczenie życiowe ich autora, który wychował się w ubogiej dzielnicy, w rodzinie patologicznej. W ogóle, wśród osób zajmujących się bajkoterapią, baśnie powinno czytać się dzieciom nieco starszym, których myślenie jest bardziej abstrakcyjne.

Uprzedzając Wasze pytania o to, jak w takim razie wybrać odpowiednią opowieść dla dziecka, wspomnę jeszcze o kryteriach doboru bajek. Przede wszystkim, bajka powinna być pisana z dziecięcej perspektywy, a świat w niej opisany podobny do świata dziecka. Bohater, co ciekawe, powinien być bliski emocjonalnie, ale ukazany jako odległa postać ( na przykład dla chłopca, który boi się owadów, odpowiednia będzie np. koparka, która obawia się pszczół albo komarów). W bajce terapeutycznej znajdziemy elementy magii oraz szczęśliwe zakończenie. A jak to jest z morałem? Bajki terapeutyczne nie posiadają morału, ich postacie powinny dawać wsparcie, ale nie mogą przynosić gotowego rozwiązania problemu. Jaki z tego morał? ;)




czwartek, 5 listopada 2015

Co nas kręci i nakręca, czyli krótko o inspiracji

Kiedyś często zastanawiałam się, czy, kiedy i na ile jestem kreatywna. Odkąd zaczęłam pracować z dziećmi, wiem już, że jestem, wtedy, kiedy trzeba. Szczególnie przy tych wczesnoszkolnych. I nie ukrywam, że zawsze jest to nauka wzajemna- ja Go angielskiego, On mnie cierpliwości, pogody, prostoty. Uczy, oczywiście. Myślę, że to jest właśnie najpiękniejsze w pracy z dziećmi, a zarazem najtrudniejsze i potrafi spożytkować resztki naszej energii. 

Wracając do moich wątpliwości z przeszłości, dziś stwierdzam, że kreatywności po prostu można się nauczyć, może trzeba mieć predyspozycje, owszem, ale nie szukając i nie próbując- nie stworzymy. Tak więc, tych, którzy twierdzą, że nie mają pomysłów, odsyłam do kilku stronek, które mnie osobiście motywują do myślenia i wymyślania. 

1. Pinterest - chyba moje ulubione miejsce w sieci. Nie dość, że jest skarbnicą pomysłów na lekcje,     to w przerwie od pracy można sobie pooglądać, chyba najpiękniejsze w całym internecie, zdjęcia. To jakby pomysły, inspiracje na WSZYSTKO- lekcje, wnętrza, podróże, niespodzianki w jednym miejscu. Plusem jest to, że można sobie wszystko posegregować i potworzyć tablice z różnych dziedzin.



2. iSLCOLLECTIVE - tu znajdziecie dodatkowe materiały na lekcje, czasem na szybko można znaleźć jakieś ciekawe ćwiczenia, wystarczy wpisać w polu 'search' szukaną frazę. Dodatkowo, dzisiaj się zorientowałam, że można tam znaleźć materiały w sześciu różnych językach, łał.


3. Clever classroom - last but not least! Ostatnimi czasy mój absolutny faworyt. Każde zdjęcie, które wrzucają na fejsbuka, jest naszpikowane ciepłem i , które uczy je miłości do książek, a rodzicom podsuwa bardzo prosty sposób na spędzenie 20 minut dziennie z dzieckiem na kolanach i ulubioną bajką w ręku. Wiadomo, nie każde dziecko tyle 'usiedzi', ale stronka pokazuje, jak swoją pociechę oswajać z książkami już od pierwszych dni.


Takich stron jest wiele, trzeba tylko trochę poszukać...;)

czwartek, 8 października 2015

Jak koniec września przyniósł dobre wiadomości i co nowego wprowadziłam do swoich lekcji

Dawno mnie tu nie było. To nic, zamierzam się spiąć i jednak w miarę regularnie podrzucać Wam coś nowego do poczytania. Wakacje już za mną, niestety, praktyki (na szczęście) też. Nie, nie dlatego, że nie lubię uczyć dzieci, uwielbiam to, ale w tym roku po prostu powtarzałam to samo, co w ubiegłym. Jedyne, co się zmieniło, to moje metody pracy i umiejętność panowania nad rozwrzeszczaną grupą dziewięciolatków. Tak, zdecydowanie mam obecnie dużo większe doświadczenie w pracy z dzieciakami i więcej sposobów na utrzymanie dyscypliny i zainteresowanie tematem.

Co do dyscypliny, w miesięczniku The Teacher pojawił się we wrześniu całkiem niezły artykuł na temat panowania nad dyscypliną oraz nt. tego, jak w łatwy sposób wprowadzić dziecku czasy z zaakcentowaniem różnicy przy osobie 3ciej liczby pojedynczej. I tak, autor artykułu proponuje osoby he/it/she (w takiej właśnie kolejności) przedstawiać dzieciom jako 'chytrych', wszak, tak fonetycznie uproszczając. po polsku przeczytamy he-it-she(chytrzy). No i już wiadomo, że 's' po czasowniku biorą chytrzy, że chytrzy to nie 'have', tylko 'has' i tak dalej...

Oprócz tego, że trochę się zaczytałam w Teacherze (zupełnie z doskoku), jako kolejne w kolejce czeka 'Storytelling with children' Adrew Wright'a- świetna pozycja o wprowadzaniu głośnego czytania przez nauczyciela podczas lekcji albo zajęć pozalekcyjnych. Bingo! W tym roku sama zaczęłam czytać dzieciom po 10-15 minut w trakcie moich zajęć z nimi i już widzę efekty. Nie dość, że dzieci coraz częściej wyłapują nieco bardziej wyszukane słownictwo (nawet siedmiolatki), to są skoncentrowane i skupione na zajęciach. Poza tym, co mam do czytania i z czego korzystam w czasie zajęć, dziś do mojej kolekcji dołączyły dwie kolejne książeczki: 'Guliver's Travels' Jonathan'a Swift'a z serii czytamy w oryginale wielkie powieści, wyd. 44.pl oraz 'Angielski w zadaniach dla przedszkolaka' Mr Twister prezentuje, wyd. EDGARD.  O ile pierwszą jestem podekscytowana, tak co do Mr'a Twister'a mam mieszane uczucia, w tych zadaniach pojawia się pisanie i czytanie wymagające pomocy nauczyciela, więc nie wiem, czy 5-ciolatek będzie w stanie je zrozumieć i rozwiązać, ale na pewno sprawdzę to wkrótce na zajęciach.

Jeśli chodzi o mój czas wolny, we wrześniu zapomniałam, że coś takiego istnieje. Dlatego też tak długo nie pojawiał się post na blogu. Koniec września przyniósł jednak bardzo pozytywne wiadomości i od początku października czas płynie mi w nieco mniej szaleńczym tempie. Jak już wspomniałam, zakończyłam praktyki w podstawówce, mój chłopak obronił tytuł magistra inżyniera (jestem bardzo dumna!), no a oprócz tego skończyłam 22 lata. Kameralnie, jak w tytule postu, ale bardzo przyjemnie. Nie mieliśmy z Kamilem niestety czasu, żeby zorganizować imprezę, poszliśmy za to na pyszne burgery, a w ubiegłą niedzielę pojechaliśmy do Energylandii. Bawiliśmy się tam o wieele lepiej niż niejeden dziesięciolatek, wyszliśmy zaraz przed zamknięciem. Dostałam też prezenty, które bardzo mi się podobają- przepiśnik(taki jak chciałam, tylko zawsze było mi szkoda na niego pieniędzy), książkę o optymiźmie (badania nad pesymizmem i bezradnością, jako głównymi przyczynami depresji) i 50 zł :d.

Poniżej zdjęcia z Energylandii (jedno z Szymciem) i foty prezentów oraz nowozakupionych książeczek dla dzieci.





poniedziałek, 21 września 2015

Jak spać, aby się wyspać plus kilka słów o 'Wychowaniu przez czytanie'

Po raz pierwszy piszę po ponad tygodniowej przerwie. No cóż, miałam bardzo dużo pracy i wszystko nagle zrobiło się 'równie ważne'. Nie było mnie w domu po 9-10 godzin dziennie, ciągle jeździłam, goniłam, uczyłam, pracowałam. Było przy tym sporo pośpiechu, stresu, no i zmęczenia. Zaczęłam być przemęczona, znów nie słyszałam budzika, śniło mi się, że po raz kolejny zaspałam na korepetycje, nie zawsze miałam czas na śniadanie, a całymi wieczorami nadrabiałam zaległości serialowe, wylegując się w salonie przed telewizorem. Gdy wychodziłam do swojego pokoju, odpalałam kompa, przeglądałam jeszcze allegro, fejsbuka, szukałam materiałów na korki, potem jeszcze ostatkiem sił czytałam 'Stardust' ze słownikiem- w telefonie- pod ręką. Gdy w sobotę, po powrocie z fotobudki, zachciało mi się płakać na widok obdartego przez zmywarkę kubka, postanowiłam coś z tym zrobić.

Wcale nie zrezygnowałam z zajęć w szkole, ani z korków. Po prostu zaczęłam rozsądniej odpoczywać, zdrowiej się odżywiać, bardzo mało czasu spędzać przy komputerze i, jak dotąd, efekty widać, naprawdę. Wszak, zdrowe jedzenie i dbanie o kulturę fizyczną, to podstawy zdrowego trybu życia, co? Teraz, gdy przychodzę do domu wieczorem, nie siadam przed komputerem, ale zakładam ciepłą bluzę, adidasy i idę się przejechać na rowerze lub pobiegać. Wczoraj ostatecznie udało mi się zasnąć bez komputera. Czytałam do poduchy 'Stardust', ale tym razem w pogotowiu był słownik papierowy. Wyobraźcie sobie, że obudziłam się pół godziny przed budzikiem, wyspana, zregenerowana. Jednak coś w tym jest.

Jeśli zatem, wieczorem nie możecie spać, odłóżcie na godzinę-dwie przed snem laptopy i smartfony, poruszajcie się trochę na świeżym powietrzu, a do poduchy, zamiast ślęczenia nad raportami/wiadomościami/allegro, polecam ulubioną książkę/gazetę i wyspanie się macie jak w banku. Za dobre rady i namówienie mnie do zmiany złych nawyków przed snem, dziękuję mojemu ukochanemu chłopakowi Kamilowi.:P

'Wychowanie przez czytanie', o dobrej książce słów kilka

Wspominałam w kilku poprzednich wpisach, że jestem zaczytana w doskonałej pozycji pedagogicznej, która nie tylko uczy, naprowadza, ale i motywuje. Swoją opinię, co do książki Ireny Koźmińskiej, podtrzymuję i pod wszystkimi poradami, tezami, podpisuję się. Zdecydowanie, jestem zwolenniczką wychowania z ograniczonym dostępem do smartfona, telewizji, czy internetu. Nic nie wprowadza tyle dobrych wartości u dziecka, co czytanie, przede wszystkim- czytanie mu na głos. Co do roli wyżej wymienionych dobrodziejstw technologicznych, one są dobre i użyteczne, sami wiemy, że nie pozbędziemy się ich zupełnie, bo one czasami naprawdę pomagają w wychowaniu, nauce, albo są źródłem dobrej, radosnej zabawy dla naszych dzieci. Jednak, jak apeluje pani Irena, nie wszystkie bajki są bajkami dla dzieci i nie wszystkie gry niosą ze sobą dobrą zabawę- często przemoc, agresję i cały wachlarz negatywnych emocji.

Możecie sobie myśleć, że nie mam prawa się na ten temat wypowiadać, bo skąd wiem, bo nie mam jeszcze własnych dzieci. Może i nie mam, ale wierzcie mi, spędzam z nimi 3/4 swojego życia, i 4/4 życia zawodowego. Wiem albo dowiaduję się, jakie metody na nie działają, jak je motywować, co może je zniechęcić. Od tego roku, po lekturze 'Wychowania..' zaczęłam każdemu z moich korkowych dzieci, czytać bajkę lub jakąś historyjkę w trakcie zajęć. Nie dość, że bardzo im się podoba, to stały się spokojniejsze, potrafią skupić więcej uwagi na zadaniach i czekają, naprawdę czekają na kolejną dawkę historii/baśni.

Zaczynając przygodę z głośnym czytaniem, zwróćmy jednak uwagę, że każda lektura nadaje się dla odpowiednio 'dojrzałego' odbiorcy. I o ile 'Plastuś' spodoba się sześciolatkowi, to dziesięciolatek 'Pana Tadeusza' może nie zrozumieć. Przed rozpoczęciem głośnego czytania swoim dzieciom, skonsultujcie swoje typy czytelnicze z tą stronką:

http://www.calapolskaczytadzieciom.pl/zlota-lista

Miłego odbioru i dobrego dnia życzę! optymisia;)

sobota, 5 września 2015

Przesilenie wrześniowe, czyli jak to się zaczyna rok szkolny

Nowy rok szkolny zaczyna się z ogroomnym zapałem po fantastycznych wakacjach, częściowo przepracowanych, a częściowo wypoczynkowych. Wbrew moim wątpliwościom i obawom, tym razem udało mi się nie przepracować, co więcej, po tych wakacjach czuję się nawet wypoczęta i mam ochotę wracać do codziennych obowiązków- praktyk i korepetycji, a za niecały miesiąc- do nauki i pisania pracy licencjackiej. Do tych dwóch ostatnich jakoś mi się nie pali, choć cieszę się, że (jeśli wszystko się powiedzie) nareszcie skończę ten etap studiów. Jednocześnie, nigdy wcześniej, tak jak teraz, nie doceniałam tego okresu w życiu. Studia to dla mnie przede wszystkim duża swoboda, właściwie na każdej płaszczyźnie życia- czasu jest dużo, zajęcia zaczynają się o różnych porach, piątki są często wolne. Jeśli się trochę bardziej zainteresować możliwościami, jakie dają nam studia, to okazuje się, że jest naprawdę fajnie, Mam szczególnie na myśli działalność uczelnianą, wolontariaty- na które jeszcze jest czas, programy mobilności studenckiej (MOST/ERASMUS) praktyki zagraniczne. Nic, tylko zacząć z tego korzystać.

Tak czy siak, najpierw trzeba zacząć rok szkolny, jako przyszłego nauczyciela już zaczęło mnie to dotyczyć. W końcu, już po raz drugi zaczęłam praktyki w podstawówce, na razie hospituję, ale od czwartku zaczynam uczyć. Nie mogę się doczekać. Szkoda tylko, że będę późno kończyć i zaraz po szkole będę biegać na korki, ale to tylko miesiąc, mam nadzieję, że plan na rok akademicki będzie w miarę rozsądny i uda się wszystko pogodzić.

Póki co, każdy wolny czas przeznaczam na przygotowanie się do uczenia. Od niedawna zaczynam zwracać uwagę na anglojęzyczne pomoce naukowe w sklepach, czy księgarniach. Moim ulubionym sklepem na tego typu zakupy stała się Biedronka. Może Was to zaskoczy, ale co jakiś czas znajdziecie tam naprawdę ciekawe i pomysłowe pozycje dla dzieci, czy z angielskiego, czy inne książeczki edukacyjne, gry, karty itp. A ceny kształtują się przeważnie w przedziale 7-20 złotych. Warto!

Co do końcówki wakacji, spędziłam je w kuchni, robiąc przetwory z pomidorów, czyli sosy słodko-kwaśne, keczupy, przeciery i suszone pomidory. Przy okazji towarzyszących temu upałów wpadłam na pomysł zrobienia herbaty mrożonej. Przepis bardzo prosty, a taki napój to superpomysł na orzeźwienie w gorące dni. Wystarczy zaparzyć 200 ml zwykłej czarnej herbaty, posłodzić miodem, dolać około 750 ml wody mineralnej, wcisnąć połówkę cytryny, drugą połówkę pokroić w plasterki, dodać jeszcze kilka listków mięty i garść malin, i gotowe!

Wrzucam kilka zdjęć z tego tygodnia.


                            

niedziela, 30 sierpnia 2015

Moje miejskie wakacje w Krakowie, czyli jak zostałam zakupoholiczką

Na każdym rogu coś kusiło, a to zapachem, a to dekoracją, oryginalnością. Od czasu do czasu, szczególnie po dłuższym okresie intensywnej pracy, mam ogromną chęć wydawania pieniędzy. Choć zarzekam się, że im mniej ich roztrwonię, tym więcej wpadnie do świnki skarbonki na podróże i inne pożyteczne formy spędzania wolnego czasu, to i tak kupowanie 'pierdół' raz na jakiś czas sprawia mi bardzo dużą przyjemność. 

Tym razem przemożna chęć kupowania naszła mnie w Krakowie, podczas gdy odwiedziłam mojego chłopaka. Od rana do popołudnia on chodził do pracy, a ja szłam wtedy gdzieś na miasto, spacerowałam, jeździłam tramwajami albo samochodem i kupowałam. Nie chodziłam jednak po galeriach, bo kupowanie rzeczy łatwo dostępnych przynosi mi mało satysfakcji. Postanowiłam zatem rozejrzeć się za krakowskimi antykwariatami i szmateksami. Mission- completed. 

W każdym z miejsc udało mi się zdobyć coś ciekawego, unikatowego, a co równie ważne - po okazyjnej cenie. I tak oto stałam się posiadaczką dwóch anglojęzycznych egzemplarzy "Gwiezdnego pyłu" i "Tajemnicy Bożego Narodzenia", a także "Wierszyków domowych"(polecam dla dzieci w wieku 5-6 lat), które sprezentowałam mojemu bratankowi Aleksowi. Poza tym, kupiłam sobie do auta kasetę UB40, nie wiem w dalszym ciągu, czy moje Baleno ją odtworzy, bo nieopatrznie zostawiłam ją w Krakowie. 

Jeśli idzie o krakowskie second-handy, odkryłam swoje absolutne faworyty. Stanowczo odradzam wizytę w bigastyl(byłam sprawdziłam), ogromny moloch, a ubrania niespecjalne. W poszukiwaniu 'ekskluzywnych' używanych egzemplarzy, polecam wybrać się na ul. Krakowską na Kazimierzu i buszować tam przez pół dnia- można się ubrać na cały sezon, w rozsądnych cenach.

Pisałam w poprzednim poście o spotkaniu językowym zorganizowanym przez Language Exchange Club. Otóż, u nich praca klubu wygląda nieco inaczej niż w Rzeszowie, tam raczej nie ma spotkań grupowych, a można umówić się z kimś na indywidualne konwersacje. Kiedy byłam w Krakowie, odbyło się tylko jedno spotkanie- polsko-rosyjskie. Niestety, mimo ogromnych chęci nauczenia się i tego języka, po rosyjsku nie jestem w stanie się porozumieć, więc odpuściłam, może uda mi się pójść innym razem. Dla tych, którzy są zainteresowani, w środę w Kawiarni Stopklatka zapowiada się Czech Meeting, szkoda, że muszę być wtedy w Rzeszowie.

Jak sami widzicie, Kraków poznałam, zgodnie z zamierzeniem, od konkretnej nieco mniej turystycznej strony, ale jestem z siebie dumna, bo w niektóre z tych miejsc jeździłam samochodem, co oznacza u mnie przełamanie ogromnej bariery, nigdy wcześniej bez stresu nie jeździłam po tym mieście samochodem. 

Na koniec dodam, że aktualnie czytam "Wychowanie przez czytanie", więcej o książce napiszę innym razem, jak uda mi się dobrnąć do jej końca, ale już teraz wiem, że zgadzam się z niemal każdym słowem w niej napisanym, więc na bank będę polecać!

Pod spodem wrzucam kilka zdjęć, które udało mi się pstryknąć podczas tego szaleńczego tygodnia. Jest też jedno ze spaceru z Kamilem nad Wisłą.