środa, 4 maja 2016

Zamiast Lwowa - Krosno i Odrzykoń. Back to '99 z młodszym pokoleniem!

Choroba w majówkę to przykra sprawa, ale do przeżycia, jeśli wymyśli się na poczekaniu jakiś plan be. Nam się poszczęściło i zaświtał nam w głowach pewien pomysł. Choć początkowo chcieliśmy jechać do Lwowa, musieliśmy pogodzić się z faktem, że tegoroczną majówkę spędzimy "rodzinnie" w Krośnie, zahaczając przejazdem o Odrzykoń! Właściwie, aktywny wypoczynek rozpoczęliśmy już 2 maja, inaugurując tym samym sezon rowerowy, ale konkretna wycieczka odbyła się dopiero we wtorek 3 maja. Jak stwierdził Aleks, miało być balonowisko, było lotnisko. No nic, musimy wrócić za rok na konkurencje balonowe. Tak czy siak, wyjazd był ogólnie bardzo udany i świetnie się bawiliśmy- Aleks, Paulina, Kamil i ja. Zobaczcie sami w krótkiej relacji!


czwartek, 14 kwietnia 2016

"Super triki mnemotechniki", czyli o metodzie bezbolesnego wkuwania

Nie od dziś wiadomo, że języka najlepiej uczy się wielozmysłowo, jednocześnie widząc, słysząc, dotykając i smakując. Nie każde słówko i nie każdą konstrukcję gramatyczną da się poczuć lub posmakować (chyba że prowadzimy lekcję o owocach, to można zaserwować coś ekstra;)), ale zupełnie kreatywnie można coś zobaczyć i zapamiętać, wtedy nazywa się to mnemotechniką.

Większości uczących i uczonych doskonale znane są flashcardy i fiszki. Tak, tak, okazuje się, że to dwie różne rzeczy. Jak przekonuje pani Edyta Madej, prowadząca szkolenia nt. mnemotechniki, flashcard'y mają z jednej strony wyłącznie obrazek, a z drugiej napis, natomiast fiszki są opisane z obu stron- awers zawiera np. słówko polskie i ewentualnie obrazek pomocniczy, natomiast rewers- słówko przetłumaczone na j. angielski. Ot, cała różnica.


Trzeba nam wiedzieć, że popularne fiszki i flashcard'y to jedynie foot of the mountain różnych technik zapamiętywania. Są jeszcze inne sposoby na naukę słówek/gramatyki w sposób mniej oklepany. Wypróbujcie koniecznie literoobrazy- słówko, które jest jednocześnie prostym rysunkiem, przedstawiającym to, co kojarzy nam się z danym słówkiem. Pod spodem wrzucam kapitalne pomysły na literoobrazy, zaczerpnięte ze stronki drawidea:

Jest jeszcze jeden supertrik, który okazuje się bardzo pomocny, gdy wyłączymy logikę, a jednocześnie uruchomimy poczucie humoru. Chodzi o Metodę Słów Zastępczych. MSZ ma na celu zastąpienie słówka angielskiego(lub poch. z innego języka) słówkiem polskim i przypisanie mu jakiejś funkcji w wyobraźni. Ciekawym przykładem zastosowania metody jest hiszpańskiego 'regalo' oznaczającego 'prezent', Tu działa wyłącznie wyobraźnia.

Zamknij oczy. Wyobraź sobie regał. Jest masywny, drewniany... Wyciąga do Ciebie obie ręce, a w nich trzyma prezent, który jest dla Ciebie. Mówi przy tym: regalo, regalo, regalo...

Co to jest regalo? Nie regał, lecz prezent. Regał miał nam jedynie pomóc dojść do znaczenia słówka.

Gorąco zachęcam do stosowania powyższych metod w nauczaniu, one rozładowują napięcie związane z koniecznością wkuwania kolejnych słówek- szczególnie u najmłodszych, a u nieco starszych uczniów pozwolą beztrosko się powygłupiać, przy jednoczesnym zapamiętywaniu, które dzięki zabawie z wyobraźnią, będzie bezbolesne.

środa, 6 kwietnia 2016

Hokus krokus, czyli o weekendzie inspirowanym szczęściem

Dziś będzie krótko i zwięźle. Wstawiam za to dużo zdjęć, więc let them speak... 

Po krótce, oddałam drugi rozdział pracy, co zrzuciło z moich ramion sto kilo zmartwień, sami rozumiecie, potem spakowałam bluzę, ręcznik i szczoteczkę, założyłam na nogi trekkingi, po drodze podrzuciłam bibliografię pracy na URz i potem rura na autostradę!

Weekend był cudowny, zobaczcie sami. Część pochodzi z Pienin, reszta z Tatr.

Choć zdjęcia z krokusami sugerowałyby, że byliśmy w Dolinie Chochołowskiej, to niestety, nie wchodziliśmy tam, ponieważ kolejkę po bilety uznaliśmy za zbyt czasochłonną i pojechaliśmy w bardziej undergroundowe(hehe) miejsce, na najwyżej położoną w Polsce wieś! To był strzał w dziesiątkę, podobnie jak kasza dzień wcześniej w restauracji Dobra Kasza Nasza- prosta, sycąca niedroga i przepyszna.
Reasumując, było wszystko: piękne widoki, pogoda, pyszne jedzenie, rudy kotek, no i my! :)














poniedziałek, 14 marca 2016

Zblendowane smuty, czyli odwiedziny w Kociej Kawiarni Kociarni

Umówiliśmy się w Krakowie, jak zwykle, gdy nie jadę do Kamila samochodem. Oboje mieliśmy ochotę napić się kawy, ale zetknięcie z krakowskimi przydworcowymi cenami i zatłoczonymi lokalami odwiodło mnie od pomysłu spędzenia kolejnej godziny w Galerii Krakowskiej. Skoro już jesteśmy w Krakowie i tak rzadko mamy czas tylko dla siebie, pójdziemy do Rynku albo na Kazimierz. Zdecydowaliśmy się na cafe color, w którym widzieliśmy się po raz pierwszy, ale po drodze Kamil wspomniał, że jest gdzieś w Krakowie kawiarnia, w której mieszkają koty.

Jako zagorzała(hehe) fanka kotów i radia czwórki, od razu skojarzyłam, że musi być to coś na kształt warszawskiego miau cafe, o którym kilka miesięcy temu na antenie przeprowadzano wywiad z pomysłodawczynią. Przepadłam. Musiałam tam jechać jeszcze tego samego wieczoru. I nie żałowaliśmy.

Kawiarnia jest niepozorna, zaraz za wejściem do lokalu znajduje się "lada" wypełniona po brzegi słodkościami, kawy, herbaty i temu podobne. Ale na to w ogóle nie zwraca się uwagi w pierwszej chwili, bo na lewo od wejścia są drzwi. Drzwi do szafy! Aaaa, jak w Narni. Przechodzi się przez jedne, potem drugie i już jesteśmy w kocim królestwie. Fajnie! Naprawdę, jest bardzo czysto, cicho i spokojnie. Kotów jest tam kilka, wszystkie znalazły swój dom właśnie w Kociarni po różnych przejściach. Są piękne, czyste i zadbane. 

Poza tym, że można się z nimi pobawić, oczywiście przestrzegając kociego regulaminu, nie budząc mruczków i nie świecąc im lampą po oczach, można też napić się pysznej kawy lub herbaty i zjeść ciacho. No a poza tym wszystkim, można zgarnąć wizytówkę do kociej mamy, która tymczasowo zajmuje się bezdomnymi miauczkami lub do zwierzęcego psychologa. Można też wspomóc kotki bez domu, kupując cegiełkę w postaci breloczka. Fajne miejsce!







wtorek, 8 marca 2016

Z czego zasłynęła Beatrix Potter, czyli o Dniu Kobiet na angielskim

Kolejny wpis z serii jak zaplanować lekcję angielskiego. Tym razem, co znajduje swoje uzasadnienie w kalendarzu, zapraszam Was do skorzystania z kilku miejsc w internecie, aby przygotować lekcję o Dniu Kobiet.
Pierwszym z nich jest niezawodny youtube. Znajdziecie tam wiele filmików o naszym święcie, jednak zaproponuję Wam ten, który mnie spodobał się najbardziej:


Uważam, że jest naprawdę fajny, bo bez napuszania się pokazuje siłę i niezależność współczesnej kobiety. To na początek lekcji.

Ponadto, można wybrać kilka historycznie ważnych nazwisk i opowiedzieć dziecku krótkie życiorysy wybranych kobiet, ja wybrałam kserówkę, na której trzeba dopasować życiorysy do takich osobistości jak: Gabriella Bonhuer 'Coco' Chanel, Beatrix Potter, Amelia Earhart i Benazir Bhutto. O zasługach dwóch ostatnich nie wiedziałam, więc napiszę po krótce, że: Amelia Earhart była pierwszą kobietą, która przeleciała samotnie jako pilot nad Atlantykiem w roku 1932 (jako druga samotna osoba na świecie), natomiast Benazir Bhutto to pakistańska polityk, a także premier Pakistanu w latach 1988–1990 oraz 1993-1996. Pierwsza kobieta, która została premierem kraju muzułmańskiego.

Ale to nie wszystko. Po opisaniu kilku działaczek, warto pokazać dziecku, że może przeczytać na ich temat więcej i samodzielnie na stronie Children Encyclopedia of Women.

Z mojej strony to już chyba wszystko na ten temat. Życzę więc wszystkim kobietom dużo siły, aby mogły realizować wyznaczone przez siebie cele, a przy tym wykonywać swoje obowiązki, których mają bardzo wiele.

środa, 2 marca 2016

The goat in the boat, czyli sposoby na naukę czytania po angielsku dla najmłodszych

W poszukiwania dobrych sposobów na naukę czytania moich uczniów przekopałam cały internet. No, może nie cały, ale na pewno sporą jego część. Coś znalazłam, ale nie do końca mi pasowało, więc dopracowałam po swojemu. 'Moje' dzieci miały ogromny problem z czytaniem. Jeszcze nie do końca im to wychodziło po polsku, a już musiały czytać po angielsku tekst, gdzie wszystkie literki brzmią inaczej, i bądź tu mądry- tłumacz siedmiolatkowi, że u to a, a c to k. Pomału, pomału nad tym pracujemy, wspomagając się wyszukanymi przeze mnie materiałami i metodami.

Na wstępie podaję stronkę, która służy do nauki czytania dzieci po angielsku, jest online, ale można na niej znaleźć również ćwiczenia do druku: http://www.kizphonics.com/. Jak sami zauważacie, stronka ma w tytule 'phonics', więc uczy wymowy poszczególnych głosek, inaczej- brzmienia liter. I oto nam chodzi. Przykładowe karty pracy:


Te karty pracy już znam, jakkolwiek uważam, że są za mało rozbudowane. Postanowiłam więc popracować z krótkimi czytankami dla dzieci ze strony www.turtlediary.com/kids-stories. Czy okaże się to strzałem w dziesiątkę zobaczę dziś po lekcji z trzecioklasistą. Myślę, że to sprytne połączenie, dla dziecka, które nienajlepiej radzi sobie z czytaniem, a jednocześnie lubi rysować. Kolorem zaznaczyłam słówka w których pojawia się dźwięk 'ou' (a właściwie ), a ponadto tekst nie zawiera ilustracji, więc uczeń sam je stworzy. Tzn. wersja online je posiada, ale na moim tablecie nie mogę odtworzyć tego tekstu, więc przygotowałam wersję papierową, do zilustrowania przez ucznia:


Wszystkie te sposoby na naukę czytania mają to do siebie, że choć mało efektowne, są bardzo efektywne. Ostatnio przynoszę dzieciom szachownicę ze słówkami, które się mieszają albo są trudne do przeczytania. Na początku czytam wszystkie słówka, potem losowo czytam po jednym, a uczeń ma wskazać palcem lub położyć pionek na słówku, które przeczytałam. Gdy dziecko osłucha się z poprawną wymową, możemy zamienić się rolami.




środa, 24 lutego 2016

Jak zmienić swoje myślenie i styl wyjaśniania, czyli o tym, że "Optymizmu można się nauczyć"

Drażnią Was parapsychologiczne podręczniki z absolutnie najlepszymi przepisami na lepsze życie? Rozumiem. Sama za takimi nie przepadałam, dopóki nie przeczytałam jednej z książek Beaty Pawlikowskiej, bodajże o podświadomości. Przeleżałam dwa dni na leżaku na tarasie i nie mogłam się oderwać. I choć dla rozrywki najchętniej zaczytuję się w kryminałach, rok później sięgnęłam po bestsellery Reginy Brett. Były świetne. Mimo że to frazesy, mimo że każdy wie, że lepiej być wesołym niż smutnym, lepiej się uśmiechać niż boczyć, to fajnie od czasu do czasu przypomnieć sobie, co jest ważne i potrzebne do szczęścia. Ot, takie proste poradniki.

We wrześniu natomiast dostałam prezent, którego absolutnie się nie spodziewałam. Kamil podarował mi poradnik, bez większej ideologii, po prostu pomyślał, że jako autorka bloga o podobnym tytule i podobnej tematyce, powinnam go przeczytać. I wiecie co? Rozwlekłam czytanie na kilka dobrych miesięcy. 'Optymizmu można się nauczyć' autorstwa Martina E. P. Seligmana to nie lada wyzwanie. Książka, której po prostu nie wolno przeczytać w dwa wieczory. To poradnik, który uczy jak ocenić poziom własnego optymizmu czy pesymizmu i podatność na depresje (różne rodzaje), uczy jak przekształcić swój styl wyjaśniania różnych zdarzeń i w końcu jak przekuć pesymizm w optymizm.



Brzmi banalnie, ale sam język książki jest specyficzny. Nie wciąga, nie porywa. Wszystko, co znajdziecie w "Optymizmu można się nauczyć" jest oparte na badaniach, bardziej i mniej ciekawych. Dowiecie się, jakie są mechanizmy optymistycznego i pesymistycznego wyjaśniania, jakie zawody wymagają optymistycznego podejścia, a które wymagają bardziej chłodnego pesymistycznego podejścia. Dużą zaletą książki jest staranny opis zaburzeń depresyjnych i ich przyczyn powiązanych z pogłębiającym się pesymizmem. Podoba mi się też dość oryginalne spojrzenie autora na samą istotę depresji, którą najlepiej oddaje cytat:

"Ale jaka wobec tego jest rola pesymizmu? Być może koryguje on zafałszowany przez optymizm obraz postrzeganej przez nas rzeczywistości? Myśl o tym, że ludzie znajdujący się w stanie depresji widzą rzeczywistość taką, jaka ona jest w istocie, natomiast pozostali wytwarzają dla swoich potrzeb jej zniekształcony obraz, jest bardzo deprymująca. Jako terapeucie, zaszczepiono mi przekonanie, że moim zadaniem jest pomagać chorym na depresję, by czuli się szczęśliwymi i postrzegali świat wyraźniej. Może jednak szczęście i prawda przeczą sobie wzajemnie? [...] Są poważne dowody na to, że ludzie w depresji, choć smutniejsi, są jednocześnie mądrzejsi."