niedziela, 5 marca 2017

Nowości w mojej biblioteczce dla najmłodszych, czyli zakupy w tk maxxie

Wiem, że miało być o łatwych do wykonania pomocach naukowych, ale ponieważ ostatnio przeprowadzamy Kamila do Kołobrzegu, zwyczajnie się nie wyrobiłam, część moich pomocy jest w domu, część w szkole, a że do obu tych miejsc wpadam równie szybko jak z nich wypadam - nie ogarnęłam jeszcze spójnego planu na zdjęcia i pomysłu na wpis. Do rzeczy! 

Muszę się pochwalić nowymi książeczkami, które kupiłam dziś w tk maxxie, przy okazji zakupu butów dla Kamila. Od jakiegoś czasu nie omijam półek, na których w tym sklepie stoją anglojęzyczne książeczki. Powód jest prosty - są to oryginalne materiały na zajęcia, a dodatkowo- wcale nie drogie! Zobaczcie sami:

1. Big and Small - książeczka, w której w ciekawy sposób przedstawiono podstawowe przeciwieństwa na przykładzie zwierzątek. Cena: 16 zł. Oto i ona: 







2. 6 First Word Books for Girls - 6 ślicznych książeczek, a na dodatek solidnych i o bardzo grubych kartkach, w których dzieciaki mogą zobaczyć podstawowe słówka z najbliższych im kategorii. Tę książeczkę akurat kupiłam na prezent, choć gdyby były dwie, jedną podarowałabym sama sobie; ). Cena: 19 zł. Zobaczcie:




piątek, 17 lutego 2017

Level C1 i co dalej? Jak rozwijać się, będąc już zaawansowanym użytkownikiem języka?


Myślę, że będąc na poziomie C1  jakiegokolwiek języka, zastanawiamy się często- co dalej? Choć zdarza się, że czytamy teksty i wciąż pojawiają się słówka których nie rozumiemy, czy nowe zwroty lub idiomy, to jednak podręczniki do gramatyki okazują się już być za proste, a większość kursowych książek już niewiele nam daje. No, chyba że studiuje się filologie, to do C2 jest jeszcze co robić.

Czy się studiuje filologie czy też nie, naturalnym jest fakt, że potrzebujemy dalszego rozwoju językowego. W jaki sposób, wobec tego, zabrać się do dalszej nauki języka lub utrwalenia tego, co już znamy? Jeśli kogoś stać, najlepiej bardzo dużo podróżować i rozmawiać z locals'ami lub poświęcić wszystko i zamieszkać i zacząć pracować zagranicą. Jeśli jednak w kraju trzyma nas fajna praca, niegorsza rodzina i po prostu nie zamierzamy się stąd wyprowadzać, a na podróże brakuje czasu lub pieniędzy, są inne sposoby na dążenie do językowej perfekcji. A oto i one:

1. Oczywiście filmy, seriale i piosenki. Wiem, że ostatnio coraz ciężej jest znaleźć w sieci dobre filmy i seriale z napisami, a z napisami angielskimi to już nie lada wyzwanie. Szczęśliwie, ja znalazłam niedawno stronkę, na której są dostępne filmy i seriale po angielsku z angielskimi serialami. Ostatnio oglądałam pierwszą serię 'Victorii' - polecam. Link do tej strony jest tu.
Co do piosenek, polecam stronkę, która wypłynęła stosunkowo niedawno, na której można pobawić się w karaoke, w którym należy dodatkowo uzupełniać tekst - lyricstraining.

2. Książki, bo one zawsze rozwijają, a po przeczytaniu angielskiej wersji 'Gwiezdnego pyłu' na wakacjach, stwierdzam, że czytanie fajnych książek po angielsku nie tylko ubogaca zasób naszych słów, ale też nasze wypowiedzi czyni po prostu ładniejszymi. Jeśli czytamy w oryginale, to mówimy ładniej i myślimy w nieco szerszej perspektywie. Jeśli chodzi o tytuły, to proponuję czytać to, co lubimy czytać też w języku polskim. Nieważne, czy będzie to Agatha Christie, Cecelia Ahern, czy E.L. James- autorka 50-ciu twarzy Greya. Choć, ekhem, ta ostatnia może się okazać najmniej rozwijająca w jakimkolwiek języku. Większość swoich zakupiłam w szmateksie, a cena żadnej z nich nie przekroczyła pięciu złotych. Można też znaleźć na necie wiele darmowych ebook'ów.

3. Kanały na youtube lub dużo wartościowsze krótkie filmiki na vimeo - tam jest sporo dobrych nagrań, w których można się osłuchać różnych odmian angielskiego, czy innych języków. Jakie? Pomyślcie podobnie jak w przypadku książek, o tym, co Was interesuje. Jeśli moda- szukajcie kanałów o modzie po angielsku. Jest tego multum, a myślę, że jeśli interesują Was dziedziny takie jak kultura, technika, medycyna, czy edukacja, to filmiki z zagranicy mogą przedstawiać coś jeszcze bardziej interesującego i odkrywczego niż polskie kanały.

4. Pinterest! Moje ulubione miejsce w sieci do przeglądania obrazków. A ponieważ często poszukuję inspiracji do uczenia i pin'uję takowe, na stronie głównej pojawiają mi się zawsze jakieś ciekawe tablice do nauki angielskiego. I muszę przyznać, że ich poziom jest często naprawdę imponujący, a forma bardzo przystępna, bo obrazki są bardzo ładnie przedstawione. Jeden z nich wstawiłam na górze. :)

PS Niedługo ma się pojawić serialowa wersja Ani z Zielonego Wzgórza. Ja się nie mogę doczekać, a Wy?

środa, 15 lutego 2017

Fajne i tanie repetytorium do gramatyki, z biedronki...


...a dokładniej repetytorium, w którym niezwykle dokładnie są opisane wszystkie czasy języka angielskiego, a także ich użycie w różnych konstrukcjach gramatycznych. Książkę tą zakupiłam w Biedronce za 9,99zł!! Repetytorium wydał EDGARD, któremu jakoś ufam, miałam z tego wydawnictwa już książki i do angielskiego, i do hiszpańskiego, każdorazowo się sprawdziły. Jeszcze do końca tygodnia Biedronka wyprzedaje dużo przecenionych ciekawych pozycji, także tych powiązanych z angielskim, warto się wybrać!

Dlaczego uważam, że to repetytorium jest dobre?
- każdy czas jest opisany osobno, niezwykle dokładnie; do każdego rozdziału jest bardzo dużo ćwiczeń - to po pierwsze;
- po drugie, może służyć zarówno mocnemu szóstoklasiście, jak i bardzo przeciętnemu licealiście- do powtórki przed maturą;
- po trzecie, uważam, że poznanie gramatyki jest niezbędne do komunikatywnego porozumiewania się w obcym języku, choć wiele razy słyszałam od rodziców moich uczniów, cytuję 'gramatyki nie musi znać, ważne, żeby się potrafił dogadać'; a ja się będę upierać, że gramatykę znać warto, żeby nasza komunikacja była płynna, łatwa i przyjemna;
- po czwarte, uczenie się gramatyki kojarzy mi się trochę z nauką schematów obliczeń z matmy, a umysł się przy tym gimnastykuje, co wychodzi mu na dobre ;).

Przechodząc do zawartości repetytorium, jak już wspomniałam każdy kolejny rozdział jest poświęcony innemu czasowi języka angielskiego. Co bardzo mi się spodobało, to fakt, że czasy są zauważane w różnych konstrukcjach gramatycznych, a więc uczeń nie musi przerabiać osobno past simple, II conditional, czy dajmy na to passive voice, bo wszystkie te zagadnienia są zebrane w jednym dziale. Na samym końcu książki jest powtórka dotycząca czasów: przyszłych, przeszłych i teraźniejszych; klucz odpowiedzi i dwa testy podsumowujące.

środa, 25 stycznia 2017

Nowe wyzwania w nadchodzącym semestrze, czyli o poszukiwaniu podcastów i historyjek

(http://www.storynory.com/2016/09/15/fox-and-the-crow/)

Cześć! Dziś będzie znowu językowo, ale tym razem bardziej metodycznie niż językoznawczo. Otóż, uczenie jest ciekawe, o ile się ma motywację. A żeby ją mieć, to trzeba się rozwijać, więc postanowiłam stawić czoła wyzwaniu, tworząc poniekąd swój autorski plan nauki dla jednego z moich uczniów na ten rok. A pomogła mi w tym mama ucznia, która zapytała, czy nie byłoby warto codziennie czegoś słuchać, a może jakieś radio/podcast, a może kanał na youtube'ie. Ha! O ile dorosłemu łatwo jest znaleźć ulubiony kanał na youtube'ie dedykowany konkretnym zainteresowaniom, o tyle coś dla dzieci odszukać trudno. Bo powinno być spójne, nagrane tempem dostosowanym do ucznia, bezbłędnym angielskim, a dodatkowo musi być to coś co wciąga, czyli najlepiej, żeby było historyjką. Szukałam, szukałam i znalazłam! Choć zeszło mi dość długo, bo najpierw bujałam się po stronkach typu learnenglishkids, które historyjki owszem mają, ale nie do końca takie, o jakie mi chodziło. Tym bardziej, że sam zainteresowany (czyt. uczeń) powiedział, że woli słuchać niż oglądać. No to mam! Na jakimś przypadkowo znalezionym forum kobieta polecała dwie stronki, jedna odpadła w przedbiegach - to historyjki-klasyki, ale nie ma do nich transkrypcji, druga - nagrania, historyjki, wierszyki czytane przez uzdolnioną aktorsko angielkę, a do tego treść zapisana tuż pod nagraniem! Rewelacja. No właśnie, tylko co dalej? Cała praca przede mną. Nagrania są, transkrypcje też, ale co, jeśli dziecko nie zrozumie wszystkiego podczas słuchania? A nie zrozumie na pewno. W takim razie, trzeba będzie wspomóc się ćwiczeniami, w których będą użyte słówka i struktury gramatyczne z danego nagrania. Wymyślanie takich ćwiczeń może być fajną przygodą, a stronkę sprawdźcie sami, ja się jaram!

(: check this out → http://www.storynory.com/

poniedziałek, 9 stycznia 2017

Smog jako blended word, czyli szczypta językoznawstwa

Gdy zaczynałam studiować anglistykę, myślałam, że będą to po prostu studia, które należy skończyć. Dość szybko jednak okazało się, że wybór kierunku był strzałem w dziesiątkę, i to nie dlatego, że przydadzą mi się do pracy i dzięki temu wykształceniu mogę uczyć, ale dlatego, że naprawdę polubiłam angielski, i to nie tylko ten praktyczny. Zaczynając studia nieszczególnie byłam też świadoma, czym jest językoznawstwo. Przy okazji wyboru seminarium licencjackiego okazało się, że jest to naprawdę wciągająca i ciekawa dyscyplina. Nie zdawałam sobie sprawy, że to, co interesowało mnie już dawniej, to, że z łatwością uczyłam się pewnych struktur języka, bo były do siebie podobne, to, skąd wzięły się różne słowa i jak są zbudowane, to wszystko to nic innego jak tylko różne dziedziny językoznawstwa. To tak tytułem wstępu.



Jako że najczęściej pojawiającym się tematem w mediach społecznościowych, obok wycieczki Petru, jest smog, postanowiłam Wam rzucić światło na to, skąd wzięło się to słowo. Otóż, smog, to nic innego jak - blending -. Czym zatem jest blending? To proces słowotwórczy, w którym słowa tworzy się poprzez kombinację części dwóch lub więcej innych słów. Dodatkowo, nowo powstałe słowo znaczenie ma również niejako podwójne, bo jest połączeniem znaczeń słów wyjściowych. W taki oto sposób powstało słówko smog:

smoke + fog -> smog

No i mamy! dym plus mgła dało smog. Znaczenie się zgadza, prawda?



Smog to tylko jedno z wielu w ten sposób powstałych słów. Inne przykłady to:

motor + hotel -> motel
cybernetic + organism -> cyborg
web + seminar -> webinar
breakfast + lunch -> brunch

Jak widać, przykłady stanowią słowa nowe, powstałe stosunkowo niedawno. Dodatkowo, wszystkie przykładowe słowa są raczej międzynarodowe i wydają się zrozumiałe dla każdego. Takich słów jest oczywiście znacznie więcej, podobnie jak procesów słowotwórczych...


czwartek, 20 października 2016

It's been a while, czyli ledwie się wyrabiam w trybie fast

Leje jak z cebra, ociążale zbieram się na wf, raczej zdążę. Dzień mam ogólnie udany, bo wstałam o siódmej, choć nie przywykłam do tak wczesnych pobudek z własnej woli. Ale udało się, od rana zrobiłam sporo- przygotowałam korki, wycięłam kilka lekcji do Helen i zjadłam nawet śniadanie. No więc, wchodzę zadowolona do szatni i zaczyna się... rozmowa na temat podręcznika i legitymacji. Myślę sobie to wulgarne słowo na k. Na śmierć zapomniałam! Myśl o porannym wstaniu z łóżka i duma przepełniły mnie tak, że nie pamiętałam już o niczym więcej. Cała ja. Na szczęście nie byłam jedyna. Co więcej, gdy mój anioł stróż Paulinka na drugi dzień ubłagała panią w dziekanacie, by podbiła nam dwóm legitymacje i obiecała odebrać je za godzinę, znów o tym zapomniałyśmy. Dobrze, że udało nam się je jakoś odzyskać na drugi dzień, bo był to piątek i wieczorem jechałam autobusem do Krakowa, więc była mi potrzebna. Książek nie mamy w dalszym ciągu, więc tłumaczymy się jakoś, że zabrakło ich dla nas na kiermaszu. Cóż, jeszcze przechodzi, w końcu jest dopiero początek roku akademickiego.

I tak się prześlizguję przez różne 'sprawy' od początku miesiąca. Cóż, połączenie dziennego studiowania i pracy w szkole językowej dla małych dzieci, przygotowanie się do lekcji dla nich tak, żeby być z siebie zadowolonym, ogarnianie korków i lekarzy- wszak krtań odzywa się średnio raz w miesiącu, nie jest prostą sprawą. Ale udaje się, z niezłym rezultatem. Z pracy jestem bardzo zadowolona, z dzieciakami lubimy się z wzajemnością. Co prawda, uczenie trzy-, cztero-, pięcio- i sześciolatków pochłania ogromne ilości energii, ale jest najbardziej wdzięcznym zajęciem, jakiego się kiedykolwiek podejmowałam. Jest cudnie, gdy przez godzinę wygłupiasz się, śpiewasz, robisz durne miny, mówisz do dzieci po angielsku, choć część z nich może jeszcze niewiele rozumie, wychodzisz z sali i ledwo łapiesz oddech, ale dzieci są podekscytowane, bo na przykład jadły dziś marchewkę, albo ubierały kapelusz czarownicy.

Jeśli chodzi o życie poza uczelnią i pracą, niewiele czasu mi na to zostaje. Ale oczywiście dbam o to, by choć trochę zadbać o siebie i swoje relacje z innymi, choć na spotkania przy piwie mam tak mało czasu, jak jeszcze chyba nigdy. Z trudem udało mi się wczoraj wyskoczyć na integrację mojej grupy magisterskiej. Iii coś mi się wydaje, że był to jeden z tych wypadów, kiedy miałam iść na jedno piwo i faktycznie skończyło się na jednym. Tak, o 23 byłam w domu. Cóż, być może wkrótce nauczę się zaginać czasoprzestrzeń i mieć czas na wszystko, choć wątpię. Grunt, że znajduję kilka chwil na poczytanie do poduchy, a to mnie zawsze bardzo cieszyło i nadal cieszy. W związku z tym, wkrótce pojawi się na blogu recenzja nt. książki 'Żyć w rodzinie i przetrwać', ale nie jestem w stanie określić się kiedy.

W związku z zapracowaniem, przemęczeniem i notorycznym zapominalstwem, marzy mi się spa, albo chatka w bieszczadach, albo cały dzień w łóżku z książką. Mam nadzieję, że już niedługo odpocznę i życzę tego z całego serca wszystkim zmęczonym i zapracowanym. Do następnego!


niedziela, 4 września 2016

Powrót na Roztocze, czyli weekend w wersji slow

Ale tam jest pięknie! Wszystko zachwyca, w tym miejscu nie znajdziecie absolutnie niczego, co zaburza naturalny rytm życia. Na Roztoczu przyroda wiedzie prym i nie ma konkurencji, bo jest po prostu BOSKA. Rok temu pojechaliśmy do Zwierzyńca na kajaki i zakochaliśmy się w tym miejscu. Tym razem, przy okazji szkolenia w Lublinie, postanowiliśmy wrócić. Choć Kamil zarzekał się, że on woli góry, że tam płasko i nic nie ma, sam zaproponował, żeby zostać na weekend na Roztoczu. Po tym weekendzie czuję się jak nowo narodzona i z bólem serca wracam do codzienności. Nie dość, że tam pięknie, to na dodatek tanio. Nocleg można znaleźć za 30 zł, wypożyczyć rower za 25 zł na cały dzień! Za darmo podziwiać można przepiękną przyrodę rozpościerającą się z obu stron ścieżki rowerowej, są koty, psy, owce i koniki polskie! Zjeść też można pysznie i za rozsądne pieniądze w karczmie nad Szumem, nieopodal kapliczki św. Stanisława, w której mieszkają... nietoperze! Tak, tak, można ich posłuchać. A na odważnych (albo po prostu odpowiednio ubranych) czeka jeszcze jedna atrakcja- tama bobrów, my nie dotarliśmy, ale na pewno wrócimy, w końcu to tylko 116 km od domu, czyli jeszcze bliżej niż bieszczady! Cała trasa ma około 35-40 km, ale jest płasko, nietrudno i te widoki zapierają dech w piersiach... Zobaczcie sami!